Braen nie na długo mógł utrzymać pokerową twarz przy Paedyn. Pierw ta jej gadatliwość, potem marudzenie na przeklętą, krwiożerczą roślinę, a teraz udawanie stanowczości i stawianie warunków. Wszystko to skombinowane z jej wyglądem niewinnej dziewuchy wyglądało dla niego dość kuriozalnie. W końcu wybuchnął śmiechem takim, że aż łzy napełzły mu do oczu.
- Co cię tak śmieszy? - syknęła.
- Oh, oh - starał się powstrzymać od śmiechu, jednak z marnym skutkiem - Jesteś... Jesteś po - wziął głęboki wdech i szybko wypowiedział następne zdanie - Jesteś po prostu taka urocza jak próbujesz być zadziorna.
Na jego szczęście mrok zakrywał mu twarz tak, że było widać tylko jego oczy błyszczące fluorescencyjnym fioletem. Paedyn nie uraczy się widokiem jego czerwonej jak pomidor facjaty. Pokiwał się trochę w miejscu, by w końcu spoważnieć i ostrożnie przemyślał dobór następnych słów. Gdy tak myślał, znowu, nieświadomie chwycił ją za dłoń. On to robi automatycznie.
- Mmm - patrzył na jej spuchniętą rękę - Gdyby Blair była facetem, tak mogłabyś spróbować ją pokonać.. Lecz niestety nie jest. Chyba - uniósł jedną brew - I niestety muszę cię zmartwić, ale w waszym konflikcie niewiele mogę ci pomóc. - masował opuchnięcia - Ty sama musisz się z nią zmierzyć. Musisz ją kopnąć tak, żeby się obróciła wokół siebie i bała tobie oddać. Tak jak z tą roślinką.
Chłopak zauważył, że Paedyn tak jakby posmutniała. W jej oczach coś zgasło. Szybko zorientował się, że się na nim tak jakby zawiodła, bo miała nadzieję zapewne, że coś więcej jej poradzi... Natychmiast zaczął coś gderać, chciał zebrać słowa, by z nich utworzyć coś sensownego, jakąś lepszą poradę. Wtem poczuł silne uderzenie w plecy, tuż nad łopatkami. Nie z pięści, ale z otwartej ręki, aż przeszło się echem po korytarzu.
- A KOMU TO POKAZUJESZ NASZĄ SEKRETNĄ KRYJÓWKĘ? - usłyszał dźwięczny rechot Marlona.
- A ty skąd tu?! - odwrócił się na pięcie.
- Z lekcji, a skąd niby mam być?! - wyszczerzył zęby, uwydatniając to, że nie nosił tego dnia nakładki i eksponował przed innymi rekinie kły - A wy - spojrzał to na niego to na nią - Paedyn Ashcroft! Uczycie się razem? Praktyki z biologii czy chemii? - jego oczy zabłysnęły niebieską ciekawością.
- Gdzie twoje maniery - zza Marlona wyszedł do nich Parys - My się nie mieliśmy okazji poznać - ujął Paedyn z dłoń, którą przed chwilą masował Braen - Parys. A tamten niebieski mutant to Marlon.
- Kogo nazywasz mutantem?!
- Oho, oparzenie od Grymaśnika - stwierdził, ignorując brata - Zaraz się tym zajmiemy - pogładził opuchliznę opuszkami palców, a ta zniknęła jak za odjęciem czarodziejskiej różdżki - Omawiacie coś ciekawego?
- Tak - mruknął Braen - I to się was nie dotyczy.
- Pytam dziewczyny - uniósł ku niej swoje złote oczy - wyczuwam tu interesującą aurę.
Braen się nie dziwił, że Parys coś wyczuwał. Jako jedyny z ich trójki wypił najmniej. A Marlon to ogólnie pił za trzech, ale tego nie było po nim widać, bo rekiny mają silne wątroby.
niedziela, 1 marca 2026
OD Braen'a
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Od Braen'a
- Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...
-
| Tytuł | Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekl...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz