poniedziałek, 23 marca 2026

Od Braen'a

 Braen opanował sytuację na kuchence. Wytarł blat, odrzucił przemoczoną szmatkę i położył na krawędzi garnka drewnianą łyżkę, by nie wykipiał już. Podszedł do niej od tyłu i położył swoje dłonie na jej. Instruował ją jak na używać noża.
- Nie znęcaj się tak nad tym pomidorem - rzekł jej prosto do ucha - Ja bym nie liczył na zbytnią pomoc ze strony Spencera. Chociaż jesteś z nim w parze, to będziesz musiała liczyć na siebie w pewnym momencie. Dlatego pewnie Crawl tak cię ciśnie - mimowolnie uśmiechnął się, przypominając sobie, jak jeszcze wczoraj to z niego wyciskano siódme poty.
Czuł jak jej ręce drżą. Nóż wyślizgiwał jej się. Wyczuwał od niej szare, niespokojne wibracje. Wyjął jej nóż z ręki i zrobił to, co w takiej sytuacji robił siostrom gdy miały zły dzień. To albo polepszało sytuację, albo dostawał opieprz. Obrócił ją do siebie i mocno przytulił. Tulił ją i głaskał po plecach.
Robił to, bo czuł, że jest w stanie. Mógł nad sobą panować, a więc ufał sobie. W jego ramionach nic jej nie grozi. Był z tego powodu dumny i szczęśliwy.
- Co to było? - wydała stłumione przez jego tors pytanie.
- Mhmm?
- To te kuchciki tak mruczą?
To nie skrzaty mruczały, tylko on. Gdy syrena jest zadowolona, wydaje z gardła wibracje właśnie jak taki kot czy też krokodyl... Natychmiast odsunął się od niej i wrócił do garów.
- Nie wiem, ekhem, o czym mówisz. Khu! Ja nic nie słyszę. Eghem. - rzekł szybko, kaszląc, by "wyłączyć" tryb kota.
- To ty - doskoczyła do niego i położyła mu na grdyce palce - Jak ty to robisz?
Zrobił się czerwony jak ta miazga pod sos na drewnianej desce do krojenia. Spuścił wzrok, intensywnie szukał czegoś bąbelkach.
- Ale pytania zadajesz... Poszukaj o tym w książkach. O, a pro po - szybko zmienił temat - Ja tu nic nie znalazłem, ale może ty się czegoś dopatrzysz. Księga roczników z ponad 100, a może 200 lat. - wyjął z sakiewki książkę, którą miał zamiar oddać do biblioteki i podsunął ją pod nos Pae - Tylko oddaj ją w terminie, bo jest zapisana na mnie.
Makaron i tuńczyk już był gotowy, więc odcedził go. Z dolnej szafki wyciągnął czyste talerze i sztućce. Znalazły się i też suche przyprawy, sól i pieprz. Dodał je do tego nieszczęsnego pomidora.
- Smacznego! - klasnął w dłonie, a w jego brzuchu automatycznie zrobiło się miejsce na nowe jedzonko.
Jedli z apetytem i plotkowali na temat osobowości z książki. Śmiali się jak zobaczyli, że kiedyś przez jakiś okres były tematyczne różowe mundurki dla uczniów i nauczycieli. Pae stwierdziła, że z chęcią zobaczyłaby Crawla w różu. Braen stwierdził, że dyrektorowi Angusowi w takim wdzianku było nawet do twarzy. Ale wtedy sam był studentem. Dziewczyna zapytała kiedy mogliby zacząć lekcje pływania. Chłopak odparł, że w sumie od zaraz, bo nie ma nic do roboty, tylko muszą odczekać pół godziny po posiłku.
Gdy skończyli jeść, odstawili wszystko na stos i zostawili kolejną monetę dla skrzatów, by zajęły się zmywaniem za nich. Wyszli z kuchni i przeszli przez główną salę. Braen zauważył, że coś się zmieniło. Na drugim końcu woźni ustawiali właśnie tajemniczą szafę. Wszystkiemu przypatrywał się Spencer. Syren czuł, że musi się temu przyjrzeć z bliska.
Pierwsze, co rzucało się w oczy, to to jak stara i ukurzona była. Drugie, to to, że w środku znajdowało żywe drzewko. Trzecie, z jego gałęzi wyrastały zdjęcia zamiast liści. Na dole, bliżej korzeni, wisiały te zadatowane na ponad 500 lat wstecz. Im wyżej w koronie, tym bliżej naszego czasu. Drzewo miało jakiś metr 50, a sama szafa z 2 metry.
Czerwonowłosy szybko znalazł w nowszym czasie zdjęcie swojego ojca i matki. Oboje pozowali razem. On, białowłosy młodzieniec z krnąbrnym spojrzeniem w piwnych oczach i zadziornym uśmieszkiem. Ona, niemalże przeźroczysta jak zjawa, włosy perłowego koloru, skóra blada i oczy pokryte bielmem, zawieszona na chłopaku, z nieśmiałym wyrazem twarzy przed obiektywem. Tekst pod fotografią głosił "Anioł Wade i Fuyu Tomoko, zwycięscy (tu jakaś rzymska liczba XD) edycji Turnieju Losu (jakąś nazwę już wybrałyśmy?) Reszta twarzy spoglądała na stojących przed nimi nowymi uczestnikami krwawego żniwa.
- Znalazłeś już swoje drzewo genealogiczne? - wyrwał go z oglądania Spencer - Wkrótce Turniej okaże się "rodzinną" tradycją "rodu" Wade'ów - sarkastycznie podkreślił słowa w zawiasach palcami.
- O, Spencer, od dawna tu stoisz? Coś tak czułem, że coś zalatuje tu siarką i tanim węglem - odgryzł się.
Woźni coś się między sobą kłócili. Zarzucili na szafę płachtę.
- No ja ci mówię, że profesor kazał to postawić na korytarzu.
- A ja ci mówię, że tu. By każdy widział.
- No ale musi stać przy ścianie, powiedział. A widzisz tu jakąś ścianę?
- No to może na końcu... ale wtedy nie będzie jej widać! Meh, odstawmy to na razie, dyrektor wróci to się zapytamy.
Szafa została szczelnie okryta płachtami i wystawiona w ślepy róg.
- Może w końcu przerwiesz waszą passę i oddasz pierwsze miejsce tym, którym się ono należy. Godnie urodzonym - rzekł Spencer.
- Z tym godnie urodzonym to nieco przesadziłeś - ni stąd ni zowąd przy Braen'ie pojawiła się Blair i rzucała to swoje wymowne spojrzenie w stronę Ashcroft - Chyba, że mówisz o prawdziwej zwycięskiej parze. Nie rozpalaj się tak, bo zostaniesz zgaszony jak pet.
Braen rzucił komunikatywne spojrzenie Paedyn. Widać było, że między Spencerem a Blair atmosfera zaczęła się robić gorąca. Czyżby trafiła kosa na kamień?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...