czwartek, 12 marca 2026

Od Braen'a

 Braen z początku nie miał zamiaru stawić się na apelu. Nie uznawał, że musi tam być, skoro nie zapisuje się na żaden turniej. Apel nie dotyczył go. Uznał, że może tę pół godzinki smacznie poleżeć dalej w łóżeczku. Oj, jak bardzo się mylił.
Do jego pokoju wtargnęli z buta Parys i Marlon, z czego ten drugi też wyglądał jakby dopiero został wyciągnięty spod pierzyny. Braen dostał nagły rozkaz szykowania się, bez dalszych wyjaśnień. Obaj mieli poważne miny, więc nie zadawał pytań. Szli szybkim truchtem na dziedziniec.
- Biegam sobie jak zwykle każdego ranka - zaczął Parys - i z ciekawości podchodzę pod tą cholerną tablicę. I co widzę? Idź i się przyjrzyj! - pchnął go w tłum.
Braen przecisnął się przez tłumy uczniów. Na tablicy, tak jak wczoraj, wisiał pergamin z ogłoszeniem. Tylko teraz ogłaszał wybrańców do turnieju. Czytał wszystkich pod nosem po kolei. Blair - niezbyt zaskakujące. Spencer - a to ciekawe. Sterlingów nie znał. Pae. Oczywiście, czara wyczuła jej ducha rywalizacji i zapał. Martwił się tylko czy sobie poradzi.
Głos stanął mu w gardle jak knebel. Nagle zrobiło mu się zimno od środka. "Ale... to niemożliwe."
Podszedł jeszcze bliżej, by upewnić się, że dobrze to widzi. Chwycił pergamin i przybliżył sobie go na kilka centymetrów od twarzy. Niestety tym razem wzrok go nie mylił. Po plecach przeszedł go zimny pot, jakby sama kostucha stała tuż za nim. Ktoś położył mu rękę na ramieniu, przez co się wzdrygnął. Ta ręką jednak była ciepła, żadna trupia. Posiadaczką niej była Paedyn.
- To jest jakieś nieporozumienie - szepnął, ni to do niej, ni to do siebie, po prostu w przestrzeń - Ja się nie zgłaszałem. 
Dyrektor stanął na piedestale i krótko ogłosił, że dalszą część zasad turnieju ogłoszą przy jedzeniu. Braen natychmiast podbiegł do niego.
- Dyrektorze, tu musiała zajść jakaś pomyłka. Ja nie chcę brać udziału w turnieju.
- Już za późno na rozmyślenia, Wade - odwrócił się do niego, przeczesując brodę - Wrzuciłeś swoje imię i czara cię wybrała. Trzeba było dwa razy to przemyśleć.
- Sęk w tym, że ja nic nie wrzucałem. To pomyłka. Może czara się pomyliła? Źle odczytała czyjeś imię?
- Niemożliwe. Czara jest nieomylna.
- A jednak! Proszę to sprawdzić! Nie mógłbym zapisać się na turniej w trakcie... - chciał dokończyć, ale dyrektor dłonią nakazał mu się uciszyć.
- Dobrze... Sprawdzimy czarę. I tak miałem ci przekazać, że twój ojciec pilnie chce się z tobą spotkać w moim gabinecie. Dzisiaj, zaraz po lekcjach. - znów odwrócił się w swoją stronę, ale nagle mu się coś przypomniało - Jesteś zwolniony z przymusu kociołkowania na dzisiaj. 
Dyrektor poszedł w swoją stronę. Na jego miejscu pojawił się jakby znikąd Crawl.
- Skoro już was tu mam, to zaprowadzę was do klasy, abyście nie szli okrężnymi drogami - surowo mówił do niego i o Pae, która wciąż stała u boku Braen'a i słyszała całą rozmowę.
- No masz, szczęście w nieszczęściu - jęknął żałośnie - Nie będę czyścił kociołków, ale za to muszę wziąć udział w zabójczym turnieju - żalił się dziewczynie - Ty mi wierzysz, prawda?
- Wierzę, że nie chciałeś się zapisać - rzekła krótko. Więcej nie musiała.
Gdy patrzył jej w oczy, widział odzwierciedlenie swojej marnej facjaty. Wyglądał jakby go ciągnięto przed sąd ostateczny. Ona zaś emanowała współczuciem i zrozumieniem. Nie to, co jego bracia, którzy wątpili w jego prawdomówność. Z resztą nie miał okazji się im wytłumaczyć, Crawl pośpieszał go.
W klasie zastali tablicę już całą zapisaną różnymi notatkami i tematem zajęć. "Zabójcze i bolesne zakochanie". Pod nim był ranking od jeden do trzech.
- Siadać i zapisywać - rozkazał uczniom - Dzisiaj omówimy 3 przeważne typy magii, której nie wolno praktykować, gdyż grozi to "bardzo surową karą". Czy ktoś wie już o czym mowa? Podpowiedź: temat lekcji - ostatnie zdanie wypowiedział z drwiącym tonem.
Braen puszczał całe jego gadanie mimo uszu. Głowę miał ciężką od własnego zmartwienia, jakim było niewyjaśnione zdarzenie związane z turniejem.
Tylko jedna ręka ochoczo wisiała w górze. Nowy uczeń jak widać chciał zapunktować u srogiego Crawla.
- Niech pomyślę... Jeśli zabójcze, to na pewno chodzi o zaklęcia i eliksiry odbierające życie. Zakazane, to zapewne zaklęcia torturujące. Ostatnie to zaklęcia miłosne. 
- Co magia miłosna ma do zabijania i torturowania? - zapytał retorycznie - Ich zestawienie razem brzmi jak jakiś oksymoron, a mimo to jest coś, przez co wszystkie trzy mogą was - okrasił całą klasę swym spojrzeniem - skrócić o łeb.
- Mmm... Z tego, co kiedyś wyczytałem, eliksiry miłosne mogą mieć skutki uboczne, w zależności od rasy. Ja na przykład wiem, że po wypiciu Amortensii moje serce płonęłoby żywym ogniem - uśmiechnął się, jakby był dumny ze swej szczerości wylanej przy wszystkich.
Na biurku Braen'a wylądował mały, papierowy ptaszek. Pomerdał mu skrzydłami, po czym sam się rozpakował. Napisane na nim było "Ale lizus", a pod był rysunek małego rekinka z płomieniem w paszczy.
- Ha! - tak go to rozbawiło, że pokazał to Paedyn.
Wtem pięść nauczyciela głośno gruchnęła o blat, aż ołówki się same poustawiały w szeregu. 
- Może zamiast wysyłania sobie tajemnych liścików, opowiesz klasie co magia miłosna ma wspólnego z zabijaniem i torturowaniem?
Braen wypuścił ciężko powietrze nosem. Musiał się chwilę nad tym zastanowić.
- Cóż... Nie można nikogo zmusić, by się zakochał - zaczął - Tak samo jak nie można nikogo torturować, ani zabić. Te wszystkie zaklęcia mają na celu... - szukał w pudełkach pamięci idealnej definicji - zrobienie czegoś drugiej osobie wbrew jej woli. Używając tych zaklęć, przejmuje się kontrolę nad czymś losem, i tak jakby zmusza się go, by zmienił swój kierunek.
Nauczyciel chwilę myślał jego słowa. Trwało to trochę, jakby wcześniejsza wypowiedź Spencera przeszła mu w gardle z niesmakiem, po czym teraz z trudem ją przetrawiał. Wyjął swoją różdżkę, zastukał w zamknięty zeszyt syrena. Ten samoistnie otworzył się na pustej stronicy. Pióro samo zaczęło pisać.
- Z takim poetyzmem byłbyś znanym rosyjskim poetą. Ci też siedzieli z głową w chmurach, aż słońce stopiło im skrzydła i zderzyli się z zimną rzeczywistością.
Usatysfakcjonowany wyrobieniem normy w strachu swoich uczniów, wrócił do tablicy.
- Niestety z wiadomych przyczyn nie mogę wam zdradzić zaklęć zakazanych. Nie ważcie się nawet pytać o eliksiry pana Morfina. My możemy jedynie przekazać wam wiedzę jak się przed nimi chronić.
Zaczął nowe zapiski. Ponieważ lekcja zaczęła się późno, nie miał czasu na swoje tyrady na temat antidotum. Zadał to jako zadanie domowe, po jednym na każdą z kategorii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...