środa, 4 marca 2026

OD Braen'a

Braen poczuł jak przez moment pochłonęła go zimna aura Paedyn. Jej zdecydowanie i gotowość do działania dawało mu przeczucie, że on jest tu teraz marionetką, a ona lalkarzem, i bawi się nim z wielką satysfakcją. Nie mógł zaprzeczyć, nie mógł się ruszyć. Jej oczy złapały go w sidła i trzymały jak ptaka w klatce. Przez moment oddychał tym samym powietrzem co ona, tak słodkim od ciasteczek pani Huffpuff z nutką aromatu pomadki do ust. "Co się ze mną dzieje?!", myślał w panice.
- Dziesięc sekund... - szepnął do siebie i zrobił krok do tyłu - Dobrze - ułożył swoje dłonie na dłoniach Paedyn, chcąc pokazać gotowość do działania - Ale obym nie miał przez to problemów.
Dziewczyna tylko uśmiechnęła się triumfalnie i odskoczyła do tyłu, z powrotem na korytarz. Po chwili ruszył za nią. Ona co kilka kroków oglądała się za siebie, tak jakby kontrolowała czy nie zwieje albo specjalnie się opóźni. Na jej szczęście nie planował takich wybryków.
Wchodząc do sali, rzucił swoje rzeczy niby niechlujnie pod stanowiskiem nr 13, co spowodowało, że stojące na stole flakoniki się poprzewracały. Tyle wystarczyło, by obudzić choleryczny atak paniki u profesora.
- Układałem je 4 godziny! - krzyknął i już miał się ruszyć zza biurka, kiedy czerwonowłosy zatrzymał go gestem ręki.
- Spokojnie, pamiętam jak stały.
Tak naprawdę nie pamiętał, ale to nie było ważne. Butelki powywalały się na stanowisku nr 14, gdzie jeszcze nikogo nie było. Zaczął je układać, po kryjomu mieszając proporcje w składnikach. Trochę więcej skałki księżycowej, trochę mniej topazu,... brokatu ile się da. Nie zazdrościł temu, kto to sporządzi. Wszystkiemu temu przyglądały się ciekawskie oczy Ashcroft.
Wreszcie wszyscy zgromadzili się w klasie. Koło niego miejsce zajął blond wampir Kevin. Och, co za zbieg okoliczności. Akurat doda mu się trochę blasku do bladej cery. Braen starał się zachować powagę i zimną krew aż do końca. Nie trwało to długo na jego szczęście. Po kilku minutach przez całą klasę przeszedł dźwięk wybuchu, wampir przeleciał na drugi koniec klasy, na uczniów najbliżej stojących spadł brokatowy opad powybuchowy.
- A mówiłem, żeby nie dodawać tak szybko składników! - biadolił Morfin.
Dookoła działo się zamieszanie idealne dla wykonania planu Paedyn. Odszukał ją wzrokiem. Zauważył, że była bardzo skupiona nad robieniem swojego eliksiru, co oznaczało, że podmiana się udała.
- Amatorszczyzna! - rzekła zielonowłosa, niczego nie świadoma co się stanie - Patrzcie jak to się robi - teatralnie dodała do swojego wywaru ostatni składnik i zamieszała. Przed oficjalną degustacją kpiąco się uśmiechnęła i puściła oczko niby w tłum, ale wiadomo, do kogo to było.
Braen zaczął zbierać swoje rzeczy. To, co się zaraz wydarzy, sprawi, że i on będzie w niebezpieczeństwie.
"Potrzebuję tylko 10 sekund, żeby podmienić słoiczki", przypomniał sobie.
Blair niczym aktorka starych filmów wystawiła się na promienie słoneczne. Lecz jej skóra poprawiła się, anie nie zaczęła błyszczeć. Zdezorientowana patrzyła na swoje dłonie.
"Ja potrzebuję 2 sekund", pomyślał w duchu. Gdy ściskał jej dłonie, sekretnie podmienił jej słoiczki. Do wywaru nie wylądowała żabka, ale ekstrakt z marchwi i kurkumy. Taki tam specyfik używany do poprawienia odcienia skóry. Może nie przemienią Blair w cuchnącą szkaradę, ale na pewno zrobi ją...
- O boże... Co się dzieje?! Czemu ja się robię pomarańczowa?! 
... na długo.
Braen nie skupiał się na piskach i krzykach. Zebrał rzeczy i wyszedł z klasy pełnej chaosu. Tylko spojrzał na finalny efekt podmiany. Skóra Blair, jej oczy, a nawet język, zmieniły kolor na jaskrawo pomarańczowy. Jej przydupaski, równie zszokowane, starały się zetrzeć kolor z niej. Prędzej zetrą jej skórę do krwi. Musiał przyznać, że w kombinacji z jej zielonymi włosami, wyglądała komicznie.
- Oompa, Loompa, doompade doo - nucił sobie, zapisując w notestie do listy zakupów kurkuminę i karoten. Wrzucił notes do kieszeni i pognał, nim szare, burzowe oczy go dogonią i zamkną w swojej klatce ponownie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...