Widelec Braen'a wydał metaliczny dźwięk gdy zagryzł go zębami, biorąc kęs.
- Ach tak, miałem ci coś do powiedzenia... Tyle że chciałbym o tym porozmawiać na osobności. Wiesz, te ściany słuchają. - mówił ściszonym głosem.
Wziął swój talerz do jednej ręki i jej do drugiej. "Przypadkowo" musnął ją, przekazując jej wiadomość: "Chodź za mną, 10 sekund w tyle".
Wstał i udał się z talerzami w kierunku kuchni, pod pozorem osobistego odniesienia brudnych naczyń. Przekroczywszy kąt ostatniej ławki i minięciu daleko reszty uczniów, skromnie spojrzał przez ramię. Peadyn dopiero teraz wstała. Dobrze. Szedł dalej. Minął piedestał dyrektora i nogą otworzył sobie przejście do kuchni, czyli miejsca trzymającego ten zamek w kupie.
Przywitała go sterylna biel, rzędy szafek i kuchenek oraz różne stanowiska do gotowania. No i kilka małych, kaprawych oczek Kuchcików. Były to skrzaty domowe wyspecjalizowane w gotowaniu. Coś szmerały między sobą, widocznie niezadowolone, że ktoś wchodzi na ich teren. Braen sięgnął do swojej sakiewki bez dna i wygrzebał z niej złotą monetę. Podał ją grzecznie do najbliższego Kuchcika, pracującego na stanowisku z deserami. Mały pochwycił ją oburącz, gdyż sam był tylko z 30 centymetrów oderwany od ziemi. Pogryzł ją zębami, sprawdzając czy prawdziwa, po czym powiedział coś po ichniemu do swoich kompanów i pouciekali w zakamarki kuchni.
Chłodnia znajdowała się na drugim końcu kuchni. Gdy Braen do niej doszedł, usłyszał za sobą skrzypienie drzwi. Pociągnął nosem. Kilka skrzatów wychyliło główki z szafek, na nowo poirytowane czyjąś obecnością. Chłopak wyciągnął kolejną monetę i kopsnął ją do dziewczyny.
- To dla Kuchcików - rzekł, widząc jej pytające spojrzenie - To te stworzonka, co syczą na ciebie z szafek. Nie lubią jak ktoś chodzi po ich terytorium. Trzeba je przekupywać, by - otworzył drzwi chłodni, te dawały sporo oporu - spieprzały gdzie pieprz rośnie.
Chłodny powiem uderzył go w twarz jak upadek na lodowisku. Na szczęście nie musiał zachodzić w nią daleko, swoje prowianty zostawili niedaleko drzwi. Stanął przed wielką zamrażarką z napisem "M-B-P Wade"
- Konik morski noszący fioletowe skarpetki - rzekł.
Zamek na ich zamrażarce opadł na ziemię. Oni, jak i reszta uczniów o specjalnych nawykach żywieniowych, musieli się zabezpieczyć hasłem przed kradzieżą ich żywności. Wyciągnął z lodu piękny, czerwoniutku plaster łososia, gruby i szeroki jak jego przedramię, i zamknął zamrażarkę. Wrota chłodni same się zamknęły za nim.
Z szacunkiem dla rybki ułożył ją delikatnie na blacie do przyrządzania ryb i mięs. Z wprawą pozbył się łusek i ości. W szafkach znalazł opakowanie makaronu i wielki gar. Napełnił go wodą i wrzucił do niego jeszcze spaghetti. Woda zaczęła się samoistnie gotować gdy patrzył na nią. Zaczął siekać tuńczyka na małe kawałeczki. Paedyn patrzyła co on robi.
- Rybeńko, przyszliśmy tutaj, by w sekrecie gotować rybeńkę? - zagadnęła - To o tym chciałeś ze mną porozmawiać?
- Obiecałem śniadanio-obiad, to dam śniadonio-obiad. Pierwsza część za nami - mówił, skupiony na garze oczami i dłońmi na tuńczyku - Poza tym, przy jedzeniu się lepiej gada. Gdzieś tu powinny być pomidory. Możesz je znaleźć i zetrzeć na sos? O, jakieś przyprawy by się przydały. Bazylia, tymianek...
Powoli tworzyła się para. Dodawał tuńczyka.
- A dlaczego w sumie nie poprosisz o to Kuchcików?
- Przecież zapłaciłem im by się zmyły. Poza tym, nie lubią pracować jak się im patrzy na łapki.
Po kuchni rozlegało się dźwięczne i rytmiczne stukanie noża o drewnianą deskę do krojenia. Jego mięśnie działały szybko. Braen słyszał zza siebie jak Peadyn przeszukuje szafki za składnikami.
- Wiesz, Pae - zaczął - To, że jesteśmy w osobnych drużynach, nie oznacza, że mamy sobie podcinać nogi. To idiotyczne. Czara tak wybrała, ale my wciąż mamy wolną wolę...
Spojrzał w głąb gara. Woda tam zaczęła bulgotać.
- Zauważyłem, że ostatnio... pojawiają się z różnych stron wskazówki - nie chciał jej wszystkiego od razu wyjawniać - na temat zawodów.
- Do sedna Wade - nagle stanęła koło niego - Ty coś wiesz, ale krążysz wokół tego jak pierścienie Saturna. Mów - ponaglała go, trącając go pomidorem w dłoni.
- Chcę tylko powiedzieć... - spuścił na chwilę gar z oczu, by na nią spojrzeć - że musimy kontynuować twoje lekcje pływania. Najlepiej od dzisiaj!
Ta chwila nieuwagi wystarczyła, by piana wykipiała.
sobota, 21 marca 2026
Od Braen'a
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Od Braen'a
- Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...
-
| Tytuł | Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekl...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz