Bracia od razu po wyjściu z autobusu zaczęli rozplanowywać sobie dzień.
- A więc tak - zaczął Braen - Każdy wie swoją rolę? Parys, ty idziesz do apteki odebrać od Ruby zamówienie. Standardowo suplementy plus blokery na okres. Dobierz do tego ekstra karoten dla mnie.
- Tak jest, prze pana - mruknął kpiąco złotowłosy.
- Ja z Marlonem pójdziemy w tym czasie po różdżki i książki... Tak rozkazał pan Crawl.
- Ja nie rozumiem... Nigdy nie używałem jej i teraz nagle muszę... Jeśli profesor chce, mogę pokazać mu swoją specjalną różdżkę - warknął rekin, założywszy rękę na rękę.
- Przyzwyczaisz się - odparł Parys.
- Potem - kontynuował czerwonowłosy - idziemy do Anastazji na obiad. Do wieczora siedzimy tam i pomagamy, albo i nie... - rzucił Parysowi spojrzenie, widząc jego dopiski w notatkach - Jutro rano wstajemy, odbieramy zamówienie od rybnika... i wracamy do szkoły.
Marlon stęknął zmęczony jakby już zrobił to wszystko, co zostało zapisane, chociaż było tego niewiele. Rozeszli się w swoje strony, każdy po swoje zadanie. Najpierw zajęli się zaopatrzeniem w podręczniki i książki. Kiedy byli już załadowani po brzegi, skoczyli po różdżki. Te na szczęście znaleźli niedaleko księgarni. Przypadkowo, czy też nie, wpadli tam na panią Huffpuff i pana Crawla, robiących własne zakupy w cywilu.
- Oho, widzę owocne poszukiwania na nowy rok szkolny - starsza pani życzliwym wzrokiem obejrzała ich nowe nabytki - Co teraz, pewnie patrzycie za różdżkami? Chodźcie, chyba widziałam coś w sam raz dla was.
Chłopacy posłusznie poszli za nią. Crawl szedł za nimi w ciszy i zamykał pochód. Nic nie mówił, tylko taksował ich wzrokiem, podpierając palcem podbródek.
- Ostatnio zaczytałam się w ciekawej lekturze... To była książka idealnie opisująca każdą rasę... No może prawie każdą - myślała na głos, pełna pasji - Nosiła tytuł "Poznaj siebie". Och, tak mnie wciągnęła, że z chęcią przytoczę ją na następnych lekcjach. W każdym bądź razie - odwróciła się do chłopaków, wciąż idąc w głąb sklepu jakby znała go jak własną kieszeń - oto coś dla was, tak przeczuwam.
Poklepała stosik różdżek umieszczonych w ślepym zaułku sklepu, tak jakby były rzadko wybieranym towarem. Braen podniósł jedno z pudełeczek. Wygrawerowane nań litery mówiły, iż różdżka ta została stworzona z pnia dębowca latami dryfującego po dzikich rzekach, a jej rdzeń został wypełniony prochem z czerwonego koralowca. Na rękojeści znajdował się grawer konika morskiego.
- Wszak nie od dziś wiadomo, że to, co bliskie naszemu pochodzeniu, najbardziej pomaga nam poskromić wewnętrzy ogień i temperament - zaśmiała się cichutko, puszczając im oczko.
Marlon, początkowo sceptycznie nastawiony do tematu różdżek, teraz nie mógł oderwać się od różdżki wyrzeźbionej z zęba megalodona. Tak samo Braen miał wrażenie, że konik bardzo wygodnie układa mu się w dłoni.
- Dziękujemy - odparli - Oszczędziła nam pani mnóstwo czasu na wybór.
- Drobiazg - machnęła ręką - Trzeba sobie pomagać. Och, bym zapomniała. Ile wasze młodsze rodzeństwo ma lat? Roczek? Dwa? - szukała czegoś w torebce, aż znalazła - Oj, słaba moja pamięć. Tak czy siak, zawieście to na wózkach - wrzuciła im do torby z książkami malutki pakunek - To odstraszy uroki i złe spojrzenia. Dodałam też trochę ciasteczek. Tylko zostawcie im trochę!
Do różdżek dobrali też pasujące futerały i zawieszki na pasek od spodni. Zapłacili i mieli ruszyć dalej, kiedy przed wejściem zatrzymał ich Crawl.
- Wade - mówił do Braen'a, ale oceniający wzrok dosięgnął ich obu - W poniedziałek o 17 masz się stawić u dyrektora. Wiesz dlaczego. Nie spóźnij się.
To nie było pytanie, ani prośba. To był list głosowo przekazany, nakaz, wymuszenie. Krótka informacja o zbliżającej się egzekucji, wypowiedziana beznamiętnie niczym zwykła błahostka. Czerwonowłosy potwierdził, że będzie tam. Wyminęli profesora w drzwiach, lecz dopiero kilka ulic dalej przestali czuć chłód jego wzroku na plecach.
Podeszli pod przystanek, skąd lewitujący karocowóz zawiózł ich do centrum. (Tu oszczędzę nudnego jak flaki z olejem opisu drogi do apartamentu ich siostry.) Niedługo im zajęło, nim dotarli pod adres wcześniej wspomnianej Anastazji. Ich siostra, świeżo upieczona adwokat spraw magicznych i nadprzyrodzonych, posiadała mieszkanie w samym sercu kwitnącej metropolii miasta, na najwyższym piętrze 20-piętrowego drapacza. Przywitała ich od progu gorącym uściskiem i tyle wystarczyło, by poczuli się jak w domu.
- Kochani moi... Wiecie co - zaczęła białowłosa - Wybaczcie mi ten nieład. Nie spodziewałam się was tak szybko... Nie zdążyłam ugotować nic, a mam jeszcze bliźniaki na głowie. Ruby i Parysa też jeszcze nie ma. Nie gniewajcie się.
Kiedy ktoś mówi, że ma burdel w domu, to zazwyczaj przesadza. Tutaj jednak "nieład" był ładnym określeniem tornada, a raczej dwóch małych tornad, które spustoszyły pokój zabaw i zajęły się salonem. Te tornada miały na imię Lilith i Asmodeusz. Tak jak Anastazja mieli białe włosy i oczy koloru oceanu oświetlanego promieniami słonecznymi. Kiedy urwisy zauważyły, że ktoś przyszedł, natychmiast rzuciły swoje zajęcia i popędziły do drzwi się przywitać.
- Aaa... Nie dramatyzuj Ania - prychnął Braen - Odstawimy rzeczy i weźmiemy tą dwójkę na spacer, a ty spokojnie sobie gotuj...
Z dwojga złego, woleli wyjść z małymi szatankami na spacer. Mimo iż Anastazja wygląda na spokojną osobę, dzięki swej filigranowej sylwetce, nienagannym ubiorze i manieryzmie, to lepiej nie wchodzić jej w drogę gdy gotuje. W tej dziedzinie ukazuje się jej demoniczna natura.
Zostawili torby w pokoju gościnnym i wzięli małe charpagany za bety. Nie brali nawet wózka, bo te szatańskie pomioty lubią jak się je nosi i nimi podrzuca. Brechtały się przy tym do łez.
- I rzut dzieciakiem za 10 punktów - Marlon robił ruchy, jakby celował Asmodeuszem do śmietnika, a ten się z tego cieszył. Na całej ulicy było słychać ich zaraźliwy śmiech. Przez chwilę dzięki temu mogli zapomnieć o szkole i cieszyć się razem z nimi z głupich rzeczy.
piątek, 6 marca 2026
Os Braen'a
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Od Braen'a
- Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...
-
| Tytuł | Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekl...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz