Pary po kolei wkroczyły w mroczne czeluści lasu. Gdy tylko dęby zamknęły się za ich plecami, Blair natychmiast pociągnęła Braen'a na bok.
- Słuchaj no Wade, gramy w drużynie, a więc chcę ci przypomnieć, że lepiej dla ciebie będzie, jeśli nie będziesz próbował mnie wykiwać. - syknęła przez zęby.
Wyrwał swoje ramię z jej uścisku podirytowany.
- A dla ciebie lepiej będzie, jeśli raz schowasz dumę na bok i będziesz się mnie słuchać. Wiesz coś w ogóle o jednorożcach? Ja tak, i powiem ci, że to nie są słodkie zwierzątka srające tęczą.
***
W tym samym czasie Spencer i Paedyn byli głębiej od nich. Ale pierwsi wyruszyli bliźniaki Sterling. Spencer pilnował tempa, by nie być za nimi zbyt daleko, i też nie być zbyt blisko nich.
- Głupcy, pchają się wprost w paszczę bestii. Na naszą korzyść. Jednoróg ich wywęszy, zaatakuje, a wtedy my go zaczepimy w naszą pułapkę.
- Och, fajnie, że wiesz, czego oni nie wiedzą. Też chciałabym wiedzieć to, co ty! - Pae była wkurwiona brakiem wyjaśnień ze strony Von Voida. Przystanęła, odmawiając dalszego ruszenia, póki jej nie wyjaśni planu.
- Kojarzysz legendę o Heraklesie i jego dwunastu zadaniach? Jednym z nich było schwytanie koni Diomedesa, które żywiły się ludzkim mięsem. Od nich wywodzą się dzisiejsze jednorogi. Mają ładne kły zamiast siekaczy. I teraz mamy prawie jesień, czyli dużo leśnych zwierzątek pójdzie zaraz w sen zimowy... A ten jednorożec będzie więc próbował jeść na zapas.
***
- Jeśli usłyszysz nagle przemiły dla ucha dźwięk, nie idź w jego stronę. To znaczy idź, bo w końcu mamy schwytać go i pobrać od niego krew, ale normalnie róg tak próbuje zwabić swoje ofiary. Bądź uważna. Może to być cokolwiek, na przykład miałczenie kota, melodia, głos twojej mamy... - Braen tłumaczył Blair taktykę polowań roga, przedzierając się przez chaszcze i zarośla - Może też tego użyć w obronie własnej.
Różdżką odganiał od siebie żywe pnącza, które chciały ich chciwie wciągnąć w swe objęcia.
***
Do uszu Spencera i Paedyn dobiegł bolesny krzyk i odgłosy szamotaniny kilka metrów dalej. Spencer z podniety przyśpieszył biegu. Wyskoczywszy zza krzaków, spotkał ich widok jak Sterlingi walczą poszukiwaną bestią. I niestety przegrywali. Siostra była ciągnięta po ziemi niczym szmaciana lalka. Zostawiała po sobie bordowe smugi krwi na trawie. Koń wgryzł się w jej ramię. Był szaro-biały, nieco brudny, smukły, można by rzec że wyglądał na wygłodzonego. Jego oczy były czarne jak smoła, tak samo jego róg, który wyglądał raczej jak patyk w kształcie błyskawicy. Zamiast gęsto owłosionego ogona, miał długi nagi ogon zakończony kępką włosia.
Ricky Sterling bezradnie próbował wyrwać swą siostrę. Jego magia zdawała się nie dawać żadnych rezultatów. Wszystko, co było rzucane w kierunku jednorożca, ten odpierał swoją magią. Spencer stanął pomiędzy brunetem, a szalejącą bestią. Zdecydowanym ruchem wyciągnął w jej kierunku różdżkę i rzucił zaklęcie.
- Flamos!
Wokół jednoroga trwała zapłonęła żywym ogniem. Zwierze czuło, że nie może odbić tego zaklęcia i że znalazło się w potrzasku. Natychmiast puściło brunetkę i przeskoczyło ponad ogniste języki z powrotem do lasu.
Von Void z satysfakcją włożył różdżkę z powrotem do pokrowca. Pociągnął Paedyn, by szybko biegli za zwierzęciem, póki jeszcze było w ich zasięgu.
- Jednorożce są przedrzeźniaczami. Użyją na tobie tego, co ty na nim. Dlatego nie rzucaj na ślepo zaklęć, na które nie jesteś uodporniona.
Pozostawili za sobą krwawą jadkę i pogorzelisko.
***
- Dobra, Wade, imponujący zasób wiedzy - wydyszała w biegu Blair, chociaż wciąż dało się czuć sarkazm - A jak zbierzemy z niego krew?
- Myślę nad tym... To nie takie łatwe. Nie możemy go zranić, bo to będzie niegodziwe... I zostaniemy przeklęci... To cholerny haczyk. Już łatwiej zdobyć jego rób niż jego krew!
Przed nimi rozchodziły się kłęby dymu. Już wiedzieli, że ich przeciwnicy tam byli. Podążali dobrą drogą. Zwinnie przeskoczyli ostatnie zarośla i dosłownie znaleźli się tuż przy bliźniakach. Teraz brat rwał z siebie koszulę i obwiązywał nią ramię siostry, tamując krwawienie.
- Cholera... - usłyszeli ciche łkanie.
Musieli zachować zimną krew i pozory. Braen przykucnął przy nich, by z lekka ocenić sytuację.
- Dokąd pobiegli? - tylko to interesowało Blair.
Brat, nie podnosząc na nią wzroku, wskazał świeżo wydeptaną ścieżkę za nimi.
- Idziemy!
Braen wyciągnął swoją różdżkę i machnął w niebo. Z jej czubka wyleciał złoty paw. Szybował w górę pokrętnymi ruchami, roznosząc za sobą złote rybki koi, które po chwili wybuchały jak fajerwerki. Wzniósł się wysoko ponad korony drzew, gdzie rozpostarł skrzydła i sam zamienił się w wybuchowe światło. Dopiero wtedy syren wstał i ruszył za Blair dla odmiany. Teraz to ona, niczym lis pędzony przez stado psów myśliwskich, żwawo biegła za śladami kopyt i spalenizny.
Na trybunach aż zawrzało. Rada nauczycieli natychmiast ruszyła swoje tyłki. Tylko trzy osoby wciąż spokojnie oglądały przebieg turnieju. Anioł, Marlon i Parys byli niewzruszeni. Na przemian wymieniali się ojcowską lornetką. Wiedzieli, co oznacza paw i rybki. Widzieli, że pomoc zaraz nadejdzie dla nieszczęsnych innych uczestników turnieju. Ojciec Braen'a nieśpiesznie zszedł z trybuny, gdyż miał doświadczenie lekarskie i przeczucie, że mógł być potrzebny.
***
Tym czasem Von Void i Ashcroft w pogoni za rogiem dobiegli całkiem do najstarszej części lasu. Dookoła nich szerzyły się same grube dęby i mchowa wyściółka. Zwierzę zwalniało tempa, dając znaki, że kończy mu się zapas energii.
- Paedyn - rzekł Spencer, chcąc wyjaśnić swój plan - Mam nadzieję, że nie trenowałaś swojego łucznictwa. Teraz potrzebuję cię, byś strzelała w kierunku roga, ale nie trafiła go. Słyszałaś co się stanie, gdy go zranimy do krwi. Musisz go tylko zaczepiać, gdy będzie za blisko mnie. Dam mu się gonić, aż do najgrubszego drzewa. Wtedy zrobię unik, on się nabije i strzałem odrąbiesz mu róg. Będzie zdezorientowany, co da nam czas na ucieczkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz