Braen pośpiesznym krokiem zmierzał do sali dyrektora z wielkim lustrem w rękach. Będąc tam, zauważył, że reszta już na niego czekała. Pan dyrektor, pan Crawl i Morfin, oraz rodzice Blair. Sama Blair nie uraczyła ich swoją obecnością. Położył lustro przed biurkiem i zapukał w nie 3 razy. Odbicie przeistoczyło się w mgłę, z której wyłoniła się twarz mężczyzny. Miał krótkie, białe włosy, jasnoniebieskie oczy, okulary bez oprawek i nietęgi wyraz twarzy. Z wiadomych przyczyn nie był zadowolony, że musiał uczestniczyć w tym zgromadzeniu.
- Witaj Angelo - przywitał go profesor - Jak tam pogoda w Bułgarii? Słyszałem, że tam teraz tropikalnie jest.
- Witaj, Angusie - odezwało się odbicie - A i nie powiem, temperatura dopisuje. Smoki mają teraz swój sezon lęgowy, także... No, ale nie po to tu jestem, by mówić o pogodzie. Mam trochę napięty grafik, więc może streszczajmy się. Antoniuszu, bardzo ci dziękuję za sójkę z opisem całego zajścia.
Pan Crawl skinął głową na znak, że to nie był żaden problem. Braen zasiadł na jedynym wolnym miejscu, które było pomiędzy nim, a ojcem Blair.
- Nie rozumiem - tu słychać szelest papieru - dlaczego tu w sumie jesteśmy...
- Jak to dlaczego? - uniosła się matka Blair - Nasza córka padła ofiarą żałosnego żartu, przez który teraz nie może czarować!
- Tak, tak, tyle to ja wyczytałem. Proszę mi nie przerywać. Nigdzie nie jest napisane, że to sprawka Braen'a. Są tylko jakieś niedopowiedzenia i niepodparte tezy.
- Jego "lekarstwo na bladość" - ojciec Blair wypluł z siebie te słowa jakby z obrzydzeniem, rzucając chłopakowi spojrzenie kątem oka - znaleziono puste na biurku naszej córki.
- Mogło mu wypaść, zostawił je przypadkiem, albo ktoś mu je ukradł - ojciec Braen'a dalej był nieprzejęty całą sprawą - To żaden dowód na czyjąś winę. Ba, czy ktoś widział albo słyszał, żeby mój syn do niej podchodził? - to było pytanie retoryczne, wszak nie było konkretnych opisów od świadków.
- Przed całym zajściem miało miejsce inne - wtrącił się pan Morfin - Inny uczeń spowodował wybuch, cała klasa skupiła się na nim.
- Według mnie to było na odwrócenie uwagi - odparła matka.
- A według mnie czysty przypadek. Nowy rok, uczniowie będą robić błędy mniej lub bardziej szkodliwe.
- Naszemu dziecku już wystarczająco zaszkodzono. Teraz nie może używać swojej magii. Jest... jest...
- Jak człowiek? Normalna? Przykro mi... Taka poszkodowana dziewczyna. Ale spokojnie, wystarczy, że sobie pobiega z dwie godzinki dziennie przez tydzień i sama to z siebie wypoci.
Braen siedział jak na szpilkach i czekał aż ktoś go wywoła. Niestety, albo stety, to przerodziło się w kłótnię, która trwała ponad dwie godziny, i wniosła w sumie niewiele.
- To wyłącznie wasza wina, że wasza córka jest, jaka jest! - krzyczał jak pewien pan z wąsem podczas przemówień, które zapisały się na kartach historii - Ludzie i stwory od setek lat używają suplementów i nic im nie jest. Sam ich używam i mam magię jak ten młody bóg! Wasza córka to genetyczny płatek śniegu, prawdopodobnie wy też. Niby tacy wielcy magowie, a pokonać was może marchewka!
Braen tak bardzo chciał się śmiać z tej całej sytuacji, choć musiał wytrzymać. Jego reakcje tylko dodałyby oliwy do ognia, który powoli przygasał.
- Aniele, muszę cię upomnieć - przerwał mu dyrektor - Powściągnij swój temperament.
- Wybacz, Angusie - dało się słyszeć głośne westchnienie - Wracając do dawno straconego meritum - zmienił temat - Nie ma dowodów na to, że Braen jest w to zamieszany. Nie ma świadków, tropów,... są tylko teorie i pomówienia. Ba, nie ma nawet nic obarczającego tą dziewczynę - spojrzał w papiery - Paedyn Ashcroft. Jest tylko nienawiść, którą da się wyczuć, czytając zeznania Blair. Tyle mam do dopowiedzenia, nie mam na te tyrady więcej czasu.
Spotkanie zakończyło się koło 19:30. Nie przez to, że wszystkie strony tak uznały za dobre, lecz przez decyzję dyrektora o rozstrzygnięciu tej sprawy korespondencyjnie. Chłopak zakrył lustro futerałem, spakował w plecak i wyszedł z gabinetu. W progu zatrzymał go dyrektor. Obiecywał mu, że weźmie wszystkie okoliczności pod uwagę, gdy będzie myślał nad stosowną karą. Braen słuchał go, lecz nie przystanął spokojnie, by nie wpaść w jego półgodzinne pogawędki. W myślach liczył minuty razem z zegarem i biegł już na dziedziniec. Przytakiwał, cofał się do tyłu i ziewał na pokaz. Wreszcie dyrektor wrócił do gabinetu, a Braen ruszył sprintem z budynku. Odprowadziły go oskarżycielskie spojrzenia wiadomo kogo.
Wyskoczył przez drzwi na dziedziniec i się rozejrzał. Stała tam, przy fontannie. Natychmiast do niej podbiegł.
- Spóźniłeś się o całe dwie minuty, Wade.
- O tak? Ciekawe spostrzeżenie. - złapał ją za rękę - Chodź.
- Gdzie?
- Pokażę ci. Myślałaś, że będziemy gadać tutaj, w sercu szkoły?
Zaczął biec w stronę wyjścia. Spojrzał na swój zegarek. Była 20:05. O 22 cisza nocna i obowiązkowa obecność. Mieli czas, ale musieli się streszczać. Mogliby gadać nawet i na tym cholernym dziedzińcu, ale Braen się cały kotłował od środka. Cała ta sytuacja i akcja w gabinecie go nieźle podkurwiła. Czuł, że musi dać nura gdziekolwiek, by ochłonąć. Dlatego biegł ile sił w nogach w stronę mokradeł, tych tuż za bramą szkoły. Za pierwszym rzędem koron drzew znaleźli sadzawkę, niewielką, ale wystarczającą, by się zanurzyć. Puścił Paedyn i ustawił ją twarzą do pnia najgrubszego drzewa.
- Nie patrz - rzucił szybko
- Co... Braen, co ty...
- Powiedziałem nie patrz! Nie odwracaj się - ustawił ją z powrotem twarzą do drzewa, bo nie słuchała.
W pośpiechu zrzucał z siebie ubrania.
- Chciałem cię przeprosić - mówił w pośpiechu - Trochę... trochę przegiąłem - i chyc bluzę na gałąź - Nie miałem prawa cię osądzać, bo nie miałem ku temu namacalnych dowodów - rzucił spodnie pod drzewo.
Z rozpędu wskoczył do wody. Czuł jak zimna woda błogo otula jego rozpalone złością ciało. Jego stan wewnętrzy polepszył się, gdy poczuł pod palcami swoje łuski. Nawet zatęsknił za ogonem i on za nim, bo chlusnął wodą.
- Zrozumiem, jeśli nie przyjmiesz moich przeprosin. - podciągnął się do brzegu i zerknął na nią - Możesz już patrzeć. Możesz też dołączyć. Woda jest w sam raz.
sobota, 7 marca 2026
Od Braen'a
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Od Braen'a
- Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...
-
| Tytuł | Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekl...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz