sobota, 7 marca 2026

Od Braen'a

 Była niedziela wieczór. Dzieci po kolacji zostały ułożone do łóżek, więc na stół weszło wino i zrobiła się lżejsza atmosfera. To był wreszcie czas, kiedy można było porozmawiać z bliskimi o problemach trapiących duszę. 
- To był świetny pomysł z kurkuminą. A i ten z tym drugim eliksirem również - powiedział Marlon - Jednak myślałem, że zrobicie eliksir przemiany i ona zamieni się w Blair, a ciebie w jakiegoś obleśnego woźnego i razem nagracie ładny filmik... Taki z filtrem dla dorosłych.
- Ej ej! Nie dawaj mu takich pomysłów - pacnęła go w ramię Anastazja - Za eliksir przemiany jest wygnanie ze szkoły i paragraf na kilka lat nawet. - jednym duszkiem dokończyła swoją lampkę wina - Och... Ojciec już wysłał jaskółkę z Bułgarii. Nie wie, czy będzie mógł się stawić osobiście na twoje przesłuchanie. Jakby co przygotuj lustro.
Braen słuchał i przytakiwał. O dziwo był bardzo spokojny przed jutrzejszą egzekucją. Nie wiedział, czy to sprawka wina czy też tego, że Parys plótł mu włosy i to działało kojąco na niego. A może tego, że w głębi siebie miał przeczucie, że nadejdzie coś gorszego, coś o kolorze burzowego nieba.
Po odpoczynku po jedzeniu, wrócili pod przystanek, skąd autobus zabrał ich z powrotem w zimne objęcia murów szkolnych.
*** Następnego dnia ***
Czerwonowłosy od początku dnia robił wszystko z automatu. Wstał, umył się, zjadł i ruszył na lekcję. Chociaż to dawało mu namiastkę kontroli, jaką jeszcze miał. Wiedział że za kilka godzin rozpęta się ognista dyskusja na jego temat, chciał więc przynajmniej te kilka godzin przeżyć względnie pokojowo, tzn. neutralnie. Starał się nie rzucać w oczy. Cóż, gdyby tylko niebiosa był równie łaskawe i wysłuchały jego prośby... Jego prośby pozostały zostawione na odczytanym.
Kiedy padło jego nazwisko podczas lekcji pani Vane, wiedział, że to nie będzie spokojny dzień, choćby nie wiem jak próbował. Podszedł na środek sali jak pod mur na rozstrzelanie.
- Pójdzie szybko - usłyszał gadanie wampira, który jeszcze nosił na sobie ślady brokatu - Ten pantofel nie bije kobiet. Laska spuści mu łomot.
- Albo zamieni go w czerwonego pomidora, tak jak załatwiła Blair - odpowiedziała jakaś dziewczyna.
- CISZA! - krzyknęła nauczycielka na całą klasę - Wade, znasz zasady. Pora schować swoje uprzedzenia i zasady w kieszeń. Chcę widzieć czystą demonstrację tego, co jak dotąd umiecie. Żadnych niedozwolonych chwytów.
Ścisnął mocniej rózdżkę wiszącą u paska spodni. Gdy Vane tylko dała znać, Paedyn natychmiast zaatakowała. Braen natychmiastowo odrzucił strumień energii  mocnym machnięciem.
- Unik - tłumaczyła profesor - Nie wymaga zaklęć, tylko skupienia na ataku. Podstawowa umiejętność każdego czarodzieja. Proszę, dalej.
Paedyn znówi nie dała na siebie czekać. Strzeliła kulą energii, która zrykoszetowała po sali, gdy Braen ją odbił. Na szczęście nie trafiła nikogo. To świadczyło o tym, że dziewczyna nie grała. Ona na serio chciała się z nim pojedynkować. Po jej posturze było widać, że ledwo potrafi opanować swój gniew.
- Dobrze, ale więcej kontroli Paedyn. Kula musi trafić w wybrany punkt, a nie strzelać jak mysz przegoniona spod miotły.
Braen dosłownie czuł i słyszał jej świszczący oddech wściekłości, a na jej ustach malowały się przykre słowa w jego kierunku. Kolejna komenda, kolejny natychmiastowy atak. Braen stanowczym ruchem zamachał okrąg różdżką i przechwycił moc Paedyn. Pulsująca, biała kula zawisnęła tuż przy czubku. Była niestabilna, także musiał się śpieszyć. W trzech szerokich krokach zjawił się przy dziewczynie, wciąż z szeroko wysuniętą różdżką. Był na tyle blisko, że ten sam czubek, za którym ciągnęła się magia, dotknął jej skóry na szyi. To pozwoliło mu na krótką więź telepatyczną.
- Chcesz się na mnie mścić?! Dobrze, ale nie przy publice!
Chciał więcej dodać, lecz resztę będą musieli ze sobą jakoś inaczej zaplanować. Kiedy czuł, że kula się zaraz zdestabilizuje, odskoczył od Paedyn i pokierował za okno. Energia wystrzeliła jak z procy, roztrzaskując szybę na drobne kawałki.
- Ładny pokaz przechwycenia - mruknęła nauczycielka - Siadaj, zaliczone. 
Machnęła swoją różdżką w stronę zbitej szyby i po chwili ta znów była cała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...