niedziela, 8 marca 2026

Od Braen'a

 - Co jest niesprawiedliwe? - zaśmiał się gdy wynurzył swój łeb - Jesteśmy jeszcze na w miarę płytkiej wodzie. - zaśmiał się dwuznacznie.
- Nie... Nie waż się! - Paedyn chlapała go wodą ile miała pary w rękach.
Ten tylko zaśmiał się złowieszczo i zniknął pod wodą. Co kilka machnięć ogonem wynurzał się tylko do oczu i po chwili znikał z powrotem w głębinach sadzawki. Nastroszył do tego swoją płetwę grzbietową. Wyglądał przy tym jak krokodyl upatrujący swej ofiary, a jego czerwone włosy ciągnęły się za nim niczym krwista fala. Co kilka metrów zmieniał pozycję. Będąc blisko niej, muskał jej nogi od tyłu, by po chwili szczypnąć ją od przodu, W odpowiednim momencie, zebrawszy dobry rozpęd, wyłonił się cały tuż za nią. Przewyższał ją o głowę.
- A teraz bierzemy głęboki oddech - uśmiechnął się szeroko i przyciągnął ją do siebie.
Razem zapadli się pod taflę wody. On trzymał ją kurczowo przy sobie, żeby ta przypadkiem nie wyrwała mu się w panice. I tak nie miała innego wyboru, płynął zbyt szybko. Gdyby się go puściła, odpłynęłaby w lepki muł dna. Odliczał sekundy w duchu. Wiedział, że od samego brzegu dopłynięcie do najgłębszego punktu trwa 25 sekund, zależnie od tempa. Wiele razy się tutaj ścigali. Musiał się streszczać, bo ludzkie płuca tyle nie wytrzymują. Na szczęście złość przepaliła się w nim w energię do pływania.
Dotarli do punktu, gdzie z wody wyłaniała się jedna wielka lilia wodna z ogromnym kwiatostanem, który niedawno przekwitł. Dookoła nie było nic, w najbliższym zasięgu wzroku były korony drzew i brzeg, skąpany w blasku księżyca. Jego rzeczy cierpliwie czekały na niego.
Wciąż trzymał Paedyn przy sobie. Dał jej czas, by nabrała świeżego powietrza i doszła do siebie.
- Córko zoologa - zaczął - Czy twój ojciec uczył cię pływać? - zapytał. 
Wciąż miał w głowie zdarzenie, ich pierwsze spotkanie, w basenie na wf'ie. Teraz tym bardziej nie rozumiał jak ktoś, kto prawdopodobnie wychował się w tematyce wody, tak łatwo jej poległ. Powoli rozluźniał swój uścisk. Spojrzał na zegarek. Była 20:45. Mieli jeszcze trochę czasu.
- Mógłbym cię uczyć - rzekł z niepozornym spokojem w głosie - Jeśli mi zaufasz - odsunął się trochę od niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...