czwartek, 5 marca 2026

Od Braen'a

 - W takim razie, na moje to wychodzi na to, że nasz układ się skończył i możemy pójść w swoją stronę. - mruknął beznamiętnie - Żegnam, Ashcroft.
Nie czekał aż dziewczyna coś odpowie, po prostu ruszył w swoją, tzn. przeciwną stronę. Całą swoją siłę skupił na nie odwracaniu się. W sumie nie wiedział dlaczego, to był dopiero pierwszy prawdziwy dzień szkoły, nie licząc wczorajszego, bo był za krótki. A Paedyn to była tylko jednodniowa znajomość. Mimo to, ciekawość kuła go w klatce piersiowej. Chciał wiedzieć więcej, jednak rozsądek wziął przewagę. "Jeśli jeden dzień z nią przysporzył mi tyle problemów, to czym byłby cały rok?"
Nie odwrócił wzroku, aż doszedł do akademiku męskiego. Tak jak podejrzewał - jej też już nie było. Jak widać coś ich łączyło - wielka, nieugięta duma. Szybko pobiegł do swojego lokum, by nie myśleć już o przeżytych zdarzeniach, przynajmniej na ten moment.
Inni uczniowie mieli teraz lekcje muzyki, połączoną z opóźnionym apelem powitalnym. Czerwonowłosy, jego brat Parys i podobni im gatunkowo nie mieli wstępu na te lekcje z obawy, iż mogłyby pobudzić ich naturalne zamiłowanie do śpiewu. Marlon jest rekinem, więc jego to się nie tyczy. Oni są utalentowani wokalnie jak kura po pijackim maratonie.
Obaj mężczyźni siedzieli w pokoju Braen'a i robili plan dnia na weekend - było dużo do zrobienia i każdy miał swoje rzeczy do zrobienia.
- Zjebałem - przerwał głuchą ciszę.
- Ja wiem - przytaknął złotowłosy.
- Pierwszy dzień i odjebałem coś, za co na pewno wezwą ojca tutaj.
- Wiem o tym - znów przytaknął.
- Przestań mi czytać w myślach! - uniósł głos podirytowany.
- Nie czytam ci w myślach - podniósł wzrok znad notatek - Widzieliśmy Blair. Całą na pomarańczowo. Marlon powiedział do niej, żeby wróciła do fabryki czekolady, zanim Wonka się skapnie, że jednego mu brakuje, a ta groziła, że przerobi go na sashimi. Niezły numer, winszuję kreatywności.
- Taaa... Mogło być gorzej - i tu dalej opowiada o koncentracie z żaby, o sytuacji z Paedyn i ich "małej" kłótni (tak w skrócie, bo jestem leniwa xd).
- Wiesz... jedna żabka wiosny nie robi, czy jak to mówią. Nie musiałeś od razu wieszać na niej kotów - odpowiedział po krótkiej chwili - Cóż... O jaka późna godzina - znalazł pretekst, by wyjść - Wyśpij się - zebrał swój stos papierów i wyszedł z jego pokoju.

*** I tutaj też robię rzut czasowy, bo jestem naprawdę leniwa dzisiaj xd A to i tak byłoby tylko lanie wody***

Równo o ósmej nad ranem autobus szkolny stanął u progu bramy. Zaczęli do niego wsiadać pierwsi uczniowie, te ranne ptaszki. Ci pierwsi zajęli najlepsze miejsca, tzn. loża z tylnych siedzeń. Nasze niespokrewnione ze sobą trojaczki rozwaliły się tam jak Kościuszko w bagażniku. Niecierpliwie czekali na resztę, by w końcu móc ruszyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...