Po motywującej przemowie dyrektora, klasy mogły opuścić Salę Główną. Była godzina nierówna, połowa pierwszej lekcji poszła na sam apel, więc do następnej lekcji było mniej więcej z 20 minut. Ci, którzy niedosłyszeli, bądź wyrażali zainteresowanie turniejem, zgromadzili się przy dębowej tablicy. Teraz, w miejscu ogłoszenia o apelu, wisiał tam pergamin o tytule "Turniej (tu nazwa): Zasady i zapisy". Pierw powtórzone zostały zasady, tak jak m.in. pełnoletność. Zaraz pod nimi znajdowały się świstki do rwania. Była ich określona liczba, ale gdy któryś został zerwany, na jego miejsce pojawiał się kolejny. Chętni musieli zerwać jeden, wpisać swoje imię i nazwisko, i wrzucić do czary. Listek nie dał się porwać przez osobę niespełniającą podstawowych zasad. Nasza ukochana trójca święta ledwo powstrzymywała się od śmiechu, widząc jak pierwszoklasiści przeciągają te listki jak gumę do końca dziedzińca, a potem odrzuca ich przez przyciąganie.
- Ej, może weźmy się zapiszmy? - zaczął Marlon - Będziemy w przeciwnych drużynach i będziemy się lać nawzajem.
- No to przegrasz szybko - zaśmiał się Braen.
- CO PRZEGRAM - oburzył się - Jestem najmężniejszy z was wszystkich. Będę mógł to udowodnić.
- Nie będziesz - wtrącił się Parys - Turniej oficjalnie zaczyna za około 2 tygodnie. I to pierwsza runda, a są ich trzy.
- No i? Nie kumam do czego zmierzasz.
- A co u nas zaczyna się za 3 tygodnie? I trwa, również, 3 tygodnie? Przez co będziemy musieli sobie zrobić wolne od szkoły?
Chwilę zajęło Marlonowi kalkulacja w głowie.
- Ahh kurwa - westchnął posmutniały - A tak się nakręciłem.
- Spokojnie - czerwony poklepał go po ramieniu - Zdążymy na finał, pooglądamy z wygodnych siedzeń jak inni się będą lać. Może nawet będą transmisje, to sobie pooglądamy jak nas nie będzie.
Braen nagle poczuł dziwnie znajomą woń. Nie damską, nie chodzi o Ashcroft. Czuł spaleniznę, proch i siarkę. Rozglądał się skąd mógł dobiegać ów odór.
- A czemu mielibyście nie być? Wolne od czego? - usłyszeli znajomy, damski głosik.
Wszyscy trzej spojrzeli pół łebka niżej. Paedyn?! Skąd ona się nagle wzięła między nimi? I jak długo tak stała i słuchała?
- Pae... Przestań się tak skradać - Braen lekko się wzdrygnął - Ten, no... - patrzył na braci, by go poratowali.
- Bo widzisz... Mamy taki sezon...- zaczął Marlon i Braen'a przeszedł gorszy strach, niż od nagłego pojawienia się dziewczyny. On coś zaraz pierdolnie, spierdoli albo odpierdoli. Wszystkie możliwe wymiany.
- SEZON WIRUSOWY - wtrącił się złotowłosy.
- Tak! Tak, właśnie - przejął znowu Braen - My jako stworzenia morskie mamy inny układ... odpornościowy? No i więc dlatego jesteśmy bardzo podatni na wirusy. A tu zaraz jesień za rogiem, sezon wirusowy. My musimy przed tym się strzec. Dlatego jak jest naprawdę źle, musimy... wracać do domu. Na jakiś czas. Rozumiesz chyba o co mi chodzi?
Parys stanął o krok za Paedyn, żeby cicho zaklaskać dla swego brata, tego mądrzejszego.
- Czyli nie weźmiecie udziału w zawodach?
- Niestety nie. I tak nie mieliśmy zamiaru.
- Szkoda - odparła i ku ich zdziwieniu urwała kawałek pergaminu.
Pomerdała im nim przed oczami. Braen widział jak na jej twarzy pojawia się uśmieszek... taki drwiący? Może triumfatorski? Nie mógł go określić, ale było w nim coś... "To" coś. Rzuciła krótkie "widzimy się na lekcji" i zniknęła w tłumie uczniów, kierując się ku Sali Głównej.
- Co za kobieta - westchnął rozanielony, razem z Marlonem.
Parę minut później, widział ją z powrotem na lekcji pani Grimm. Specjalnie wybrał miejsce koło niej. Nauczycielka zapisywała temat lekcji, on nawet nie wyjął zeszytu. Pochylił się do Pae, by go lepiej słyszała, gdy szeptał.
- Podziwiam twoje zaangażowanie, ale... Jesteś pewna, że chcesz dołączyć? Nawet nie wiadomo, jakie to będą próby.
Profesorka zastukała głośno w tablicę swoją różdżką. Syren natychmiast się wyprostował, myśląc, że to do niego. Na szczęście nie patrzyła na niego.
- Dołączy do nas dzisiaj nowy uczeń. - machnęła różdżką i koło Braen'a, po drugiej stronie, w drugim rzędzie, ustawiła się pusta ławka i krzesło - Wejdź proszę.
Znowu ten zapach. Teraz mocniejszy. I tak znajomy. Kręcił go w nosie i wbijał szpilki w pamięć.
Drzwi do sali otworzyły się. Przez próg przeszedł młodzieniec o średnim wzroście około metr siedemdziesiąt, o rudo-płowych włosach, szarawej cerze i doszukliwym spojrzeniu. Był ubrany w tradycyjny mundurek szkoły, tzn bordowo-brązowe spodnie, garnitur i beżowy sweter wełniany. Odstawał tym od innych uczniów, ponieważ już nie było wymogu noszenia mundurku. Stanął na środku sali i ukłonił się.
"Niemożliwe", pomyślał Braen, przyłapując się na tym, że szczęka mu opadła. Odwrócił się za siebie i szukał wzrokiem Marlona. Chciał się upewnić, że nie tylko on to widzi, że nie ma zwid. Niebieski siedział w prawym tylnym rogu klasy, jego postura wskazywała na to, że przed chwilą huśtał się na krześle i gryzł swój ołówek. Teraz zamarł w bezruchu, ołówek leżał na ziemi, a on patrzył się z otwartymi ustami i szokiem w oczach jakby zobaczył ducha.
- Na imię mi Spencer, Spencer Von Void. - przedstawił się chłopak - Miło mi was poznać. Dołączyłem dopiero teraz, gdyż miałem opóźnienia przy zapisywaniu się.
Teraz Braen nie miał zawahań. Znał go. Jego dawny przyjaciel. Nie widzieli się od lat, nie dostawał od niego znaku życia, myślami był w najgorszych scenariuszach. A teraz stał przed nim. Tylko jego maniery i zachowanie... W tym było coś dziwnego.
Nauczycielka wskazała mu wolne miejsce. Spencer nie dał na siebie czekać i szybko je zajął. Nawet nie uraczył Braen'a spojrzeniem, zupełnie jakby go nie pamiętał. Za to Braen nie mógł przestać się na niego patrzeć. Dopiero kolejne stuknięcia pani Grimm ocuciły go do rzeczywistości. Zegar mówił, że zostało jeszcze 45 minut do przerwy. Te 45 minut wycenią jego cierpliwość.
wtorek, 10 marca 2026
Od Braen'a
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Od Braen'a
- Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...
-
| Tytuł | Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekl...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz