wtorek, 3 marca 2026

Od Braen'a

 Braen'a lekko zamurowało, gdy usłyszał słowo "urokliwy" opisujące go. Jednak potrząsnął głową i obserwował co tam jego bracia zaraz wymyślą. Widział różne reakcje malujące się w ich twarzach i sylwetkach. 
- Blair mówisz? - Marlon się ożywił - Taka z toksycznie zielonymi włosami? I toksycznym charakterem? Co włada telekinezą i czymś jeszcze?
Paedyn przytaknęła. Czerwonowłosy znów zauważył tą iskierkę nadziei w jej oczach. Między nią, a Marlonem pojawił się most zrozumienia.
- No to trafiłaś pod właściwy adres.
- Zaraz, skąd TY znasz Blair? - wtrącił się Braen.
- No nie pierdol, że nie pamiętasz - spojrzał na niego z niedowierzaniem - BLAIR BITCH PROJECT i spółka?
- Nie... nic mi nie podpowiada to - podrapał się za uchem.
Kłamał. Na szczęście mrok zakrywał jego mimikę i pomagał w ukryciu zakłopotania, jakie jego brat wprowadził w rozmowę. W żołądku poczuł lekkie ukłucie i nieprzyjemny posmak w ustach na samo drobne, nieprzyjemne wspomnienie.
Wtem Marlon został odciągnięty w ciemność, w której stało się coś, co spowodowało, że usiadł i już nie wstał. Słychać było jak masuje się i stęka z bólu.
- Co nasz pół-brat chciał powiedzieć - przemówił Parys - to to, że poniekąd słyszeliśmy o zielonowłosej wiedźmie. Blair wypracowała sobie specyficzną reputację i przydomek. Blair to nie byle płotka, co z resztą sama wiesz - tu zrobił teatralną ciszę, nikt mu nie przerwał - Dlatego, by wymyśleć taktykę przeciwko niej, potrzeba czasu. Akurat zbliża się weekend, to może uda się nam coś wymyślić, by ci pomóc. Do tego czasu, trzymaj się na dystans od niej.
Parys pomógł Marlonowi wstać. Wytoczył się z nim z korytarza, bez pożegnania. Z Braen'em zaraz się będą widzieć, to pewne. Tak wyczytał z gestów, które gestykulowali między sobą, chociaż większość, to były określenia opisujące niekompetencję Marlona.
- Eh, niestety - westchnął z udawanym zrezygnowaniem, spuszczając głowę przed wzrokiem Paedyn - Na teraz nic nie wymyślimy. Zrobimy burzę mózgów przez weekend i poinformujemy cię co z tego wyjdzie. Postaraj się nie wchodzić specjalnie Blair pod nogi. - spojrzał na zegarek na ręku - Powinniśmy iść. Następna będzie biała magia, a to kawałek stąd.
Biała magia z panią Betty Huffpuff. Na tą lekcję nie chciał się spóźnić. Pani Betty to złota kobieta, nauczycielka jakich mało. Nieco nieokrzesana i zakręcona, ale sposób, w jaki opowiada podczas zajęć, w bardzo łatwy sposób gnieździ się w jego głowie na dłużej niż do końca lekcji. W dodatku czasami przynosiła prezenty na lekcje. Aż trudno uwierzyć, że taka urocza, mała, starsza pani jest żoną Crawla. Jak widać przeciwieństwa się przyciągają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...