Od Apolonii do Ruby
Czyli jednak kobieta nie dziecko, na dodatek bezczelnie pyskata i roszczeniowa w próbie śmiesznego szantażu oraz uporczywie mecząca swoją nieoczekiwaną nadpobudliwością. Gwałtowne ruchy jak i głośne dźwięki, które przez wcześniejsze omdlenie uderzały we mnie ze zdwojoną siłą, nie wpływały zbyt dobrze na moje przytłumione zmysły. Cały czas czułam się lekko otępiała i zmęczona, na szczęście z każdą minutą to mijało, musiałam więc grać na zwłokę jak najdłużej, żeby móc się zregenerować jeszcze bardziej i w odpowiednim momencie po prostu zniknąć. Jednocześnie chciałam się przekonać. na ile mogłam sobie pozwolić i na ile owa osoba będzie w stanie mi utrudnić opuszczenie tej zapchlonej rudery, gdybym jednak nie mogła przenieść się w czasie. Bo tego, że leżący, rozwalony na ziemi i napruty jak szpadel mężczyzna jakkolwiek zareaguje. nawet nie brałam pod uwagę
- Śmiem twierdzić, że również nie należy do ciebie. Kurtka, mimo że mocno zniszczona to od wiodącego prym na salonach i przede wszystkim nie najtańszego projektanta - Może mieć co najwyżej cztery lub pięć lat, mniej więcej wtedy odkrył swój talent do projektowania ubrań. Na wewnętrzną metkę już wcześniej zwróciłam uwagę, była ona dokładnie taka sama jak w mojej koszuli i spodniach. Marynarkach, kurtkach czy połowie mojej garderoby. Ceny grubo przekraczały sumy czterocyfrowe, a ilość skrojonych sztuk modelu można policzyć na palcach jednej ręki. Była to odzież zdecydowanie luksusowa, dla majętnej elity, nie dla biedoty, ludzi, których klitka mieszkalna wygląda jak śmierdzący rynsztok.
- Wątpię że stać cię na taką nową, więc albo masz ją z odzysku, co jest bardzo mało prawdopodobne, albo ukradłaś. Będąc szczerą zważywszy na - urwałam na moment, żeby się rozejrzeć, kompletnie nie wiedziałam jak odpowiednio nazwać tę ruinę, w której się znajdowałyśmy - wszystkie okoliczności, obstawiam to drugie - nazwanie tego chlewu wszystkimi okolicznościami było sporym niedomówieniem. Zero mebli, syf i brud, modliłam się, żebym wcześniej nie leżała w plamie grzyba, a biegające robactwo i szczury skutecznie wywoływały odruch wymioty. Nigdy nie uwierzę, że mieszka tu jakakolwiek kobieta na stałe, co najwyżej czasem przenocuje. Jej pijany towarzysz w przypływie niezaprzeczalnej i całkowicie niezrozumiałej dla mnie szlachetności z pewnością odstąpił jej miejsce na kanapie, a sam jak ostatni idiota wybrał tak samo wygodną, jak i czystą podłogę. Swoją drogą idiotycznym posunięciem było w ogóle przyprowadzenie mnie tu, kompletnie nic o mnie nie wiedziała, mogłam być największą szumowiną, jaka stąpała po ziemi, członkiem Mortems, a to mogła być jedna wielka zasadzka mająca na celu wyeliminowanie jej, kimkolwiek jest i jeśli oczywiście ktoś wyżej położony stwierdzi, że jest warta zaprzątania sobie głowy, w którą właśnie przez własną głupotę wpadła. Znalazła mnie zakrwawioną na środku ulicy, jeśli ktoś mnie gonił i chce mojej głowy, ona także jest teraz na celowniku. Pierwsza sprawiedliwa do odstrzału. Na dodatek razem ze swoim kolegą raczyła bezmyślnie upić się do nieprzytomności, kompletnie zapominając o ewentualnym zagrożeniu w postaci mojej osoby, chociaż z tego, co widzę, to ona i tak jest w dużo lepszym stanie niż on. I przede wszystkim i co najważniejsze, absolutnie nic z tego nie będzie mieć, czego być może nie przewidziała. Na jej nieszczęście nie jestem z tych, którzy okazują w jakiś sposób wdzięczność, wszystko, do czego doszłam, wywalczyłam sama, wydrapałam pazurami w dżungli podobnych do mnie, więc nie ma opcji, żebym cokolwiek komukolwiek i kiedykolwiek zawdzięczała. Tyle argumentów przemawiających za tym, że powinna mnie tam zostawić, a jeśli jakimś cudem wyrzuty sumienia lub jakaś inna nieokreślona siła nie pozwalała na to, wystarczyło zadzwonić po karetkę. Jeden zwykły telefon i zero problemów, czy niepotrzebnych komplikacji.
Pytania, które wydzwaniając w mojej głowie, nie miały odpowiedzi, mnożyły się na potęgę. Prawie pełny garnek krwi, był praktycznie pierwszą rzeczą, która zobaczyłam po obudzeniu się, nie było to normalne zachowanie, nikt bez konkretnego celu lub odruchowego nawyku nie będzie jej zbierał. Nie mogłam się pozbyć idiotycznych teorii, które przelatywały mi przez myśli, co jedna to ciekawsza. Na co jej ta krew? I dlaczego przytargała mnie tutaj? Do tej zabitej dechami speluny, którą z pewnością omija się szerokim łukiem. Czy naprawdę liczyła, że cos tym ugra? A może to ja żyję w nieświadomości i już ugrała? To wszystko w połączeniu brzmi jak tandetny i śmieszny film grozy klasy z, a nie prawdziwe życie. Odpowiedź na każde z tych pytań zamierzałam zdobyć, by bez skrupułów wykorzystać je przeciwko swojej nieszczęsnej towarzyszce. Nie wierzyłam, że pomogła mi z dobroci serca, wszystkie przejawy empatii były ewenementem w dzisiejszym świecie.
- Nie widzę powodu, abym miała oddać ci kurtkę, skoro jest kradziona. Jej zawartość zapewne tak samo - czułam delikatny ciężar w lewej wewnętrznej kieszeni. Nie sprawdzałam jednak co to, chwila mojej nieuwagi mogła być wykorzystana przeciwko mnie. Nie zamierzałam oddać nawet sekundy przewagi. Mimo to byłam ciekawa, co jest na tyle cennego by na samym starcie, zamiast próbować załatwić sprawę jakoś dyskretnie, desperacko zdradzić wagę straty. Przez to miałam jeszcze mniejszą ochotę na oddanie jej czegokolwiek, ot, taka zwykła złośliwość ludzka.
- Ani też nie planuję dziękować, nie prosiłam się o pomoc. Czysto teoretycznie mogę uznać to za porwanie, myślę, że lokalna policja z chęcią zainteresuje się całą sprawą, żeby tylko podbić swoje ryjące o dno statystyki i chociaż trochę zapunktować u szefostwa - Stwierdziłabym, że jest mi przykro z tego powodu, ale nie widziałam sensu udawać. Ominęłam zgrabnie kobietę, jednocześnie uważając, aby nie podeptać jej wiernego jak psa kompana od kieliszka, rozsiadłam się na nie najnowszej kanapie i niezbyt kryjąc się z obrzydzeniem, oparłam się na ręce, której łokieć stykał się z podłokietnikiem.
- Przypuśćmy jednak przez bardzo krótką chwilę, że byłabym skłonna jakoś się zrekompensować, jak to mi wcześniej raczyłaś wytknąć. Biorąc pod uwagę miejsce, w którym waletujesz, na twoim miejscu chciałabym pieniędzy, żeby wyrwać się z tej dziury. Mam nadzieję, że jednak mnie miło zaskoczysz i nie okażesz się aż tak banalna i przewidywalna.
<Ruby?>
Ruby syknęła pod nosem, krótko kasując wzrokiem dziewczynę. Ścisnęła wargi aż do białości, ale po chwili się opanowała. Była jej rówieśniczką wiekową, ale z pewnością wiele je różniło. Jakby zapytać Ruby, jakie było jej pierwsze wrażenie o niej, nie znalazłoby się w tym żadne pozytywne słowo. Niewdzięczna, pyskata, wygadana cizia. Bananowe dziecko śpiące z plikiem banknotów od kołyski. Stawiające wartość pieniądza ponad swoją własną. Oceniające ludzi w cyferkach. Z pewnością jedyne twarze, jakie ją interesują to te na nominałach. Ruby nie znosiła takich materialistów. Oczywiście ona też jest po części materialistką, ale nie taksuje innych ludzi do potrzeb materialistycznych, lecz ideowych. Ponieważ kasa to nie jedyne co ktoś może zaoferować.
Muszę jej jednak przyznać, pomyślała, że jest elokwentna w wypowiedziach. Po tym, jak ktoś się wysławia, można poznać czy gadasz z pozerem, czy z grubą rybą. Czuła, że ma przy sobie białego kruka. Teraz tylko musiała przypilnować, by jej nie odfrunął.
Szkoda, że nie mogła zaoferować herbatki czy kawki, bo czuła, że nadchodzi dłuższa rozmowa. Odwróciła się na pięcie i przysiadła z powrotem na kanapie. Pierw wzięła leżący na ziemi koc i niedbale okryła nim górną część Chrystiana, bo mu bebech wystawał. Uśmiechnęła się lekko, widząc, jak znajoma nieznajoma spięta siedzi obok niej. Z pewnością, sądząc też po jej wypowiedziach o owym miejscu, takimi miejscówkami była straszona w dzieciństwie. Nie musi się aż tak obawiać odrobiny brudu, bo wkrótce wróci do swojego pałacyku. Wkrótce, to zależy, jak szybko jej upartość pozwoli na dobicie transakcji.
- Tak, z pewnością policja zainteresowałaby się twoim porwaniem. A tym bardziej osoba, przez którą byłaś w takim stanie, w jakim cię tu przytaszczyłam - zarzuciła nogę na nogę, dokładnie dobierając słowa - Bo jeśli naprawdę jesteś ważną personą, na jaką się opisujesz, to ten, kto zrobił ci kuku - mimowolnie zachichotała - również jest ważny i ma swoich ludzi w policji.
Zrobiła krótką pauzę, żeby te słowa do niej dotarły, lecz nie za długą, żeby nie da jej szansy odpowiedzieć. Szykował się dłuższy monolog, a Rubinka nie cierpi, kiedy ktoś jej przerywa.
- Co chcę przez to powiedzieć, to to, że powinnaś być odrobinę bardziej wdzięczna. Mogłaś skończyć w o wiele gorszym miejscu, a mogłaś też w ogóle wąchać kwiatki od spodu - obróciła się tak, by oprzeć się ramieniem o oparcie na głowę i patrzeć prosto na dziewczynę - W dodatku zaryzykowałam, ciągnąc cię tu. Przypuśćmy, że ta cała akcja była prowokacją na mnie. I co? I nic. Wyczułabym podstęp, bo nikt za żadne pieniądze nie dałby się poturbować do nieprzytomności. Ba! Ryzykując własne życie... Za pieniądze nie da się wszystkiego kupić. A teraz pewnie zadajesz sobie pytanie, dlaczego śmiało twierdzę, że ktoś chciałby się paprać we krwi, by mnie dopaść. Z pewnością jestem w twoich oczach królową szczurów. Oceniłaś mnie tak poprzez pryzmat tego, w jakim miejscu się poznałyśmy... To mówi dwie rzeczy o tobie i jedną o mnie.
Przeciągnęła się i wyprostowała nogi do normalnej pozycji. Z Chrystiana zrobiła sobie podnóżek. Nie zaprotestował, tylko coś mruknął po pijacku.
- Po pierwsze, primo, oceniasz wszystko pod kątem tego, co i jaką ma wartość. Jeżeli nie równa się twoim ideałom, to nie jest nic warte. Po drugie, secundo, nie patrzysz w głąb ludzi, tylko oceniasz książki po okładce. Tak jak właśnie mnie. Nie mam ci tego za złe, ty po prostu nie umiesz czytać osób.
Jeszcze, chciała dodać. "Mogłabym cię tego nauczyć, ale nie tak szybko i nie za darmo"... Ruby wytrząsnęła z siebie tę myśl. W fantazjach zawsze wybiega dalej poza obecny schemat. Zaczyna romantyzować dalszy przebieg rozmów.
Czuła, że musi kończyć tę rozmowę. Przez ciało od stóp do głów przeszły ją prądy.
- No może nie do końca nie umiesz... W jednym miałaś rację. Zaskoczę cię. Nie chcę od ciebie pieniędzy. Pieniądz to tylko efekt dodatni udanych interesów. Ja chcę tylko kurtkę i tego nie zmienisz. A ty chcesz się stąd wyrwać. Więc możesz mi ją dać i ubić traktat albo uparcie przedłużać bycie tutaj na mojej... znaczy się naszej łasce.
Znacząco kiwnęła na chłopaka, dając mu lekkiego kopa kuksańca w bok. Zareagował nadzwyczajnie, bo aż za szybko jak na kogoś w jego stadium upojenia. Tylko ćwieki i łańcuchy na jego spodniach wydały dźwięk. Wstał na czworaka i rozglądał się jak dziki zwierz w pułapce. Po chwili się wyprostował i uspokoił.
- Jako dobry gospodarz, zaproponowałbyś nam coś do picia.
- Uhum - skinął głową - Panie mogą pójść ze mną... dokonać wyboru.
Podszedł i nachylił się nad dziewczynami. Niespodziewanie chwycił oburącz za szyję nieznajomej. Lekko ją ścisnął. Nie miał zamiaru jej skrzywdzić, czego oczywiście nie mogła wiedzieć. Musiał tylko mieć dostęp do niej. Mógł pierw spytać o pozwolenie, ale... tak naprawdę przysłuchiwał się całej rozmowie, i stwierdził, że tak będzie szybciej i bez komplikacji. Wątpliwości jedynie utrudniają teleportację. Wymusił więc dostęp poprzez strach. Ruby, znając cały ten rytuał, chwyciła go za ramię, akceptując połączenie z nim. Wszedł w nie, by wkrótce wszyscy znaleźli się w innym pomieszczeniu.
Ten budynek ma wiele pomieszczeń, lecz żadnych drzwi. Jedynym kluczem otwierającym pokoje jest Chrystian. To jego dom i tylko on może zdecydować, kto może w nim przebywać. I gdzie. Może teleportować innych za pomocą, jak już wspomniałam, połączenia. To jest, że chwilowo musi zjednoczyć się wewnętrznie z wybraną osobą. Tak się dzieje poprzez pozwolenie bądź silne bodźce. Strach to jeden z bodźców.
Widział w jej oczach dzikie przerażenie... i zaskoczenie? Tak się zdarza, ale to nie było standardowe. Spojrzał w nią o ciut za głęboko, co też się często przytrafia. Była osłupiona, iż ktoś jego pokroju mógł mieć z nią coś wspólnego? Ależ nie, teleportacja to nie to samo co przemieszczanie się w czasie. Być może tylko chwilowo tak to skojarzyła.
Puścił ją i odszedł na kilka kroków. Nie patrzył na nią, lecz czuł, że ona go świdruje wzrokiem. Oczekiwała zapewne, że zaraz padnie na kolana i zamieni kolor posadzki na świeży karmin. On wskazał, że mają iść za nim.
Znajdowali się w podziemnych garażach.
Ruszył swobodnie przed siebie, żeby po chwili zrównać się z dziewczynami. Swoim małym palcem chwycił dłoń Ru. Nagle przez powietrze tak jakby przeszło napięcie. Zaczął prowadzić z Ru telepatyczną rozmowę.
~ Sroczko, ja wiem, jak ty lubisz ryzyko... Uważaj, na tym koniu możesz się za bardzo przejechać.
~ Tylko się trochę zabawię. Gdybym chciała, wyszarpałabym to, co chcę siłą. Tak, czuję, że muszę ją nieco ponęcić. I vice versa. Czuję, że z tego będzie co wspominać. Tak czy owak, dowiedziałeś się czegoś. Czy to strach w twoim głosie?
Przełknął głośno ślinę.
~ Chcesz coś osiągnąć, a nie doszłyście nawet do wymiany imion... Ona nazywa się Apolonia.
~ Apolonia... Nie, nic mi nie mówi to imię. Zląkłeś się. Dowiedziałeś się czegoś więcej.
~ Nie lubię się mieszać w nie moje sprawy. Tobie też radzę nie ciągnąć tego za długo. Ty się nie boisz śmierci, bo masz pierdolony immunitet. Ja mam za dużo do stracenia.
~ Dobrze, zachowaj kolejny sekret. Co złego to nie ja. Tobie nie spadnie włos z twej kudłatej główki.
Połączenie się urwało, jak Ruby wypruła naprzód do motorka. Wcześniej na szybko obmyła go z krwi. Ślady po kulach będzie musiała czymś zakryć, co zajmie jej więcej czasu. To nie robota na teraz. Wyciągnęła z bagażnika ostałą torbę termiczną z zawartością. Całość wręczyła Chrystianowi, który próbował sprawiać wrażenie wyluzowanego i wcale nie spiętego.
- Zrób mieszankę z kociołkiem. Porób testy, pomieszaj, wypisz proporcje - oparła się o skórzane siedzenie - Co zostanie, zachowaj sobie. Wiesz, że nie cierpię marnotrawstwa. A co do ciebie się tyczy, wybieraj teraz - zwróciła się do Apolonii - Żeby mój kompan pozwolił ci stąd odjechać ze mną, musisz oczyścić sumienie i oddać to, co nie twoje, a moje.
Owy kompan cicho parsknął.
<Apolonio?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz