Od Apolonii do Ruby
— O proszę, piesek już wiernie broni swojej pani, urocze, ale jakże zbyteczne. Kuweciarz was zdradził — mój wzrok padł na kota, który właśnie bawił się jedną ze zmiętych kartek w rogu pomieszczenia — Wezwana przeze mnie ochrona dociera tutaj w niecałe pięć minut, wam zostały dwie, aby mnie przekonać, abym was im nie wydała. Włamanie, rozbój, usiłowanie zabójstwa, chyba nie myślicie, że tak łatwo się wywiniecie — wesoła jak i wyjątkowo denerwująca gromadka po raz kolejny wpakowała się do miejsca mojego pobytu niczym hiszpańska inkwizycja, tym razem jednak zdecydowanie przeciągnęli strunę. Początkowo mnie tylko irytowali, więc w zdecydowanej mierze ich ignorowałam. Teraz jednak zamierzałam się ich najzwyczajniej w świecie pozbyć. Jak śmieci. —Nie planowaliśmy cię zabić... — pierwszy odezwał się Chrystian, zaraz po nim jego mniej wydarzony, a zarazem bardziej uciążliwy braciszek także postanowił dorzucić swoje trzy grosze — W każdym razie, gdybyś jednak umarła, to byłoby to przez przypadek — parsknęłam śmiechem, słysząc ich żałosne tłumaczenie — Nie obchodzi to ani mnie, ani tym bardziej mojego prawnika, jeśli będzie mu się uśmiechać, oskarżyć was o usiłowanie zabójstwa, to was oskarży bez mrugnięcia okiem. Jedna minuta — wtedy Cherubina, niczym prawdziwy rycerz w lśniącej zbroi na śnieżnobiałym rumaku wystąpiła naprzód, zapewne by próbować coś ugrać. Cóż, próżny trud. Życie to nie bajka, gdzie książę ratuje uwięzioną księżniczkę, którą w tym przypadku odgrywaliby dwaj bracia — Odkąd wróciliśmy, cały czas malowałaś? - spytała — Nawet jeśli, to nie twój interes. Czterdzieści sekund — podniosłam z ziemi upuszczony przeze mnie wcześniej, pod wpływem nagłego ataku Chrystiana pędzel i włożyłam do odpowiedniego pojemnika — Owszem, mój. Poniekąd od sprawy ze sztyletem... — szybko przerwałam jej, zanim na dobre się rozkręciła, wszelkie paplanie było całkowicie bezcelowe — Nie, moje życie to nie jest sprawa publiczna. Mogę robić, co chcę, kiedy chcę i gdzie chcę, a ty nie masz najmniejszych kompetencji ani praw, by mnie wypytywać. Dwadzieścia pięć sekund — dlaczego nie mogli wynieść się z mojego życia raz a dobrze, nie chciałam ich w nim, to oni się wpakowali w nie bez pytania i za nic nie chcieli go opuścić — A gdyby cię obchodziło coś więcej niż tylko ty... Ktoś podpalił Mikołajowi dom i teraz głośno o tym w mediach. Prawdopodobnie podejrzewasz kto... dziesięć sekund, odliczam z tobą – musieli być bardzo zdesperowani, jednak nie zamierzałam im pomagać w niczym więcej. Nie po tym wtargnięciu i brutalnym przerwaniu mojego spokoju — Ale właśnie w tym tkwi szkopuł, kompletnie mnie nie to nie obchodzi. Nie obchodzi mnie co się z wami dzieje, to już naprawdę powinnaś zrozumieć dawno temu — I rozumiem. Dlatego, choć Chrystian popiera twoją niewinność, idealnie pasujesz do profilu sprawcy. Nie liczy się dla ciebie poklask mediów ani obca wyrządzona szkoda. Dlatego sądzę, że wiesz, kto za tym stoi — nie miałam pojęcia, dopóki nie raczyli się pojawić w moim mieszkaniu i wylać na mnie wiadro pomyj, nie miałam w ogóle pojęcia i zdecydowanie nie interesował mnie to, że domek jednego z nich właśnie spłonął, jednak nie musiała tego wiedzieć — Nawet jeśli wiem, to nic nie będę miała z tego, że wam powiem. I właśnie czas wam się skończył — zegar na ścianie nieubłaganie dobijał właśnie do pięciu minut, to właściwie była kwestia sekund, zanim pojawi się tu ochrona — Czas to pojęcie względne, kto jak nie ty powinien to wiedzieć. Ile kosztuje twoja prawda? — parsknęłam śmiechem — Nie stać was. A dla ciebie może i owszem, ale dla mnie to sprzymierzeniec, silniejszy niż możesz sobie wyobrazić — podeszłam do niej, nie spuszczając z niej wzroku — dlatego pożegnaj się ładnie ze wszystkimi — w ułamku sekundy musnęłam jej nadgarstek i przeniosłam nas w czasie
Ruby wyglądała na nieco oszołomioną, rozejrzała się dookoła i kiedy zauważyła, że jesteśmy same, desperacko oddaliła się ode mnie na kilka kroków — Ty i te twoje sztuczki... Naprawdę nie potrafisz bez nich załatwić spraw? — Potrafię, tylko po co — ze zmrużonymi oczami obserwowałam, jak gwałtownie odeszła — tak jest zabawniej, obserwować, jak pojedynczo popadacie w popłoch i zdezorientowani próbujecie się szamotać niczym zwierzyna w sidłach, co z góry jest skazane na porażkę — wyszczerzyłam się zadowolona — To tylko odbiera ci profesjonalizm. Tak czy owak, pośmiałaś się już? — przez moment miałam ochotę się napić, nie mogłam już słuchać jej paplania — Odbiera czy nie, twoja opinia kompletnie mnie nie obchodzi — wyszłam w pracowni, kierując się w stronę salonu — zdecydowanie nie jestem jeszcze usatysfakcjonowana, do tej pory traktowałam was jak robactwo, nieszkodliwe, któremu można pozwolić egzystować z dala od siebie. Jednak w momencie, w którym włamaliście się do mojego mieszkania, niezależnie od powodu, podpisaliście swój wyrok. Teraz tylko od was zależy co się z wami stanie — Ponieważ nagle zdałaś sobie sprawę, że nie jesteśmy tacy nieszkodliwi? Za bardzo na przeceniłaś, jak widać. Oszacowanie to nie jest twoja mocna strona — słyszałam, jak podążyła za mną — Mogłaś popytać kogoś lepszego w rachunkach o radę, zanim podrzuciłaś nam zapałkę — Nie — ucięłam krótko — dlatego, że zaczęliście mnie drażnić jeszcze bardziej, pozwalasz musze żyć, gdy lata na wolności, ale gdy wleci ci do domu, mimo że jest kompletnie nieszkodliwa, to jedyne, na co masz ochotę zrobić, to pozbyć się jej razem z tym jej irytującym bzyczeniem — machnęłam ręką, jakbym właśnie odganiała taką muchę — To ja należę do tego typu much, które pierw gryzą osobę zarażoną hivem, a potem siadają na twojej kanapce. Nie boję się śmierci, jeśli tym nam grozisz. Utniesz mi łeb, to wyrosną dwa kolejne — trzeba było przyznać, że była zabawna — Ależ nie, pracowitej mróweczki żal się tak szybko pozbywać, najpierw lepiej jest ją wykorzystać, ile się da, po co marnować czas niepotrzebne komplikacje, skoro w końcu sama padnie? - Wow, spokojniej — podeszła do mnie — W pięć minut awansowałam z robaka, na muchę, aż po mróweczkę. Nie rozpędzaj się. Raczej powiedz dlaczego, skoro jesteśmy twoimi mróweczkami, nas sabotujesz? — Roześmiałam się głośno na jej słowa — Ty? Nie kompromituj się, ty nadal jesteś robactwem, pracowitą mróweczką jest twój przyjemny kolega, który już jakiś czas temu zrozumiał, gdzie jest jego miejsce — Chrystian nie miał zbyt dużego wyboru, gdy szedł ze mną na układ, jednak nie ma już odwrotu — Mój "kolega" jest moją głową. Jeśli więc zechcę, odejdę a wraz ze mną i on. Na twoje szczęście mam jeszcze powody, by wytrzymywać twoje utrudnianie i podkładane kłody — Cherubina zbytnio rozpanoszyła się i całkowicie niepotrzebnie uważa się za kogoś liczącego się, należało szybko ukrócić jej zapędy — W takim razie, jeśli w ogóle będziesz w stanie, odejdziesz bez głowy — rozsiadłam się wygodnie na kanapie — On jest doskonale świadomy, co się stanie, gdy zerwie umowę, szczerze wątpię, ba, ja to nawet wiem, że nie będzie w stanie wykrzesać z siebie nawet śladowych resztek odwag — Nie znasz go... Znasz tylko tę część jego, którą pokazuje światu, czyli zalicza cię do ogółu. Chrystian jeszcze nieraz cię zaskoczy — Jego zdanie obchodzi mnie dokładnie tyle samo co twoje. Dopóki robi to, co do niego należy, poglądy może mieć, jakie chce. A aktualnie jedyną rzeczą, jaką może zrobić, aby się ode mnie uwolnić, to strzelenie sobie w łeb. Przemyśl sobie dobrze, co powiedziałam, ja w tym czasie muszę jeszcze trochę namieszać — uśmiechnęłam się kpiąco. W tym czasie Ruby spojrzała na zegarek — Nie byłoby nas już tu, wiesz? Byłabyś wolna od nas, lecz ciągle nam utrudniasz. To nie mówi dobrze o tobie i nie robi z ciebie mniej podejrzanej — czyli wróciliśmy go rzucania pomówieniami — Sami sobie utrudniacie, kompletnie nie umiecie dobierać przeciwników i zamiast powiedzieć sobie stop, rzucacie się na coraz głębszą wodę, nie umiejąc nawet utrzymać się na powierzchni. Albo dogadacie się ze mną, albo wszyscy, każdy po kolei w samotności, rozrzuceni na przestrzeni wieków, pójdziecie na dno, które was pogrzebie — Jakbyś nie zauważyła, próbujemy się właśnie dogadać — rozłożyła ręce — Jeśli oczekujesz koncertu życzeń, to nie masz na co liczyć — roześmiałam się na głos, jak mogła wierzyć w te bzdury, które opowiada? Kogo ona chciała przekonać tymi bajkami? — Włamanie się do mieszkania i atak jego właściciela, już nie wspominając o rzucaniu pomówieniami, z resztą kolejny raz, jest świetnym sposobem na rozpoczęcie udanych negocjacji — powiedziałam z przekąsem — aż dziwne, że z takim podejściem dopiero teraz ktoś postanowił was wyeliminować — zaśmiałam się kpiąco — Twój styl podpalania i bawienia się w czasie też jest niczego sobie. W sumie od tego się zaczęło. A może mam przypomnieć? — zabawa czasem owszem, ale bycie piromanem nigdy mnie nie interesowało — Psinka już potwierdziła moją niewinność, a akurat do niczego go nie zmuszałam tym razem. Zrobił to całkowicie dobrowolnie — przypomniałam jej — Niekoniecznie ty musiałaś się parać z podpalaniem. Przecież masz swoje mrowisko – oczywiście, że mam. Ale sprawa nie była tak jasna jak się jej wydawało. Poza tym nie miałabym najmniejszej korzyści z tego, że podpaliłabym im ruderę — Nie ufasz nawet swoim, to się chwali — zacmokałam zadowolona — Jednak muszę cię zawieść, nie zleciłam podpalenia żadnej nory, w której się gnieździcie. Już tłumaczyłam, że gdybym to była ja, to od wielu lat bylibyście już trupami, no przynajmniej większość z was — zdecydowanie nie wszyscy, przynajmniej na początku, później, gdy Chrystian straci swoją wartość, jego także się pozbędę — Więc jakie są twoje teorie na temat podpalenia? Posłucham, ponieważ... mamy sporo czasu. Jak daleko nas cofnęłaś? - podeszłam do przeszklonej ściany, panorama nocnego miasta zawsze działała kojąco — Nawet jeśli jakieś mam, nie zamierzam się nimi dzielić — obróciłam się w jej stronę — Rozgość się, będziesz miała sporo czasu — rozpłynęłam się w powietrzu, by wrócić do teraźniejszości po nowego rozmówcę
Pojawiłam się tuż za blondwłosą koleżanką, z którą wcześniej nie miałam przyjemności się spotkać — Zapraszam na wycieczkę — położyłam jej dłoń na ramieniu i nim ktokolwiek zareagował ponownie przeniosłam się z nią w czasie. Białowłosa odwróciła się gwałtownie tak, że poczułam jej włosy na swoich policzkach. Widziałam, jak jej źrenice zmniejszyły się do małych kropeczek wśród szarego koloru jej oczu — Nowy gracz, nie interesujesz mnie, więc masz szansę. Pozwolę ci wyjść jeśli darujesz sobie tę szopkę, jeśli zdecydujesz zostać z resztą, skończysz jak oni — Nie stawiaj mi warunków — powiedziała i znalazła się zaraz za mną — pisklaczku półkrwi — czułam jej palce na karku, jak obrysowywała nimi mój tatuaż — Ja tu jestem w roli sędziny i obserwatora, i z tego nie zrezygnuję, ponieważ będziecie mnie potrzebować — nie odsunęłam się nawet o milimetr, nie interesuje mnie, kim jest, jeśli zadrze ze mną, pożałuje tego tak samo jak reszta — Możesz być, kim tam chcesz, sędzią, katem, nawet samym Azukiem, zatrzymywać mnie w czasie do woli lub zanudzać swoją osobą, nie zmienia to faktu, że jesteśmy u mnie, to wy się tu wkradliście jak szczury, to jest moje królestwo, a jedynym, niezaprzeczalnym władcą jestem tu ja. I nikt ani nic go nie opuści bez mojej zgody. Dopóki się nie zgodzę na to, będziecie tu tkwić i żadne zatrzymanie czasu, żadne znikanie czy teleportacja wam nie pomoże. Jeśli taki będzie mój kaprys, będziecie tu tak długo, aż tu zdechniecie, a ja kompletnie nic nie muszę robić, nawet palcem przy tym nie kiwnę. Swoją drogą są żałośni, aż tak się mnie bali, że wzięli czystą do pomocy, co niewiele wam dało, bo nadal nie macie szans – leniwie odwróciłam się w jej stronę. Dziewczyna przygryzła wargę gdy usłyszała imię Azuk, czyżbym trafiła w słaby punkt? Lekko wbiła szpiczaste pazurki w swoją dłoń — Nie będę z tobą rozmawiała tak, dziecino. Jesteś za młoda, by zrozumieć, że nie prowadzą mną ludzkie powody, takie jak pieniądze czy profit. Nikt mnie nie prosił, sama zgłosiłam się do pomocy, ponieważ to moi... przyjaciele. Życzę ci, byś kiedyś poznała definicję tego słowa — bezczelnie, jakbyśmy były sobie bliskie, położyła rękę na moim ramieniu — I uspokój temperament, gdyż zatruwasz tak swoją anielską naturę. — Naprawdę wierzysz w taką chałturę, jaką jest przyjaźń? – szybko strąciłam jej dłoń – przyjaźń nie przedstawia żadnej wartości, prędzej czy później każdy z nich po kolei wykorzysta cię i gdy uzyska to, na czym mu zależy, zostawi, jak niepotrzebnego śmiecia, bezużyteczną zabawkę. Nie łudź się, nikt nigdy nie jest bezinteresowny – to, że jest czysto krwistym aniołem, nie robiło na mnie żadnego, najmniejszego wrażenia – Ale teraz powiem ci, w jak paskudnej sytuacji się znaleźliście, nie masz bladego pojęcia, gdzie się znajdujemy – uśmiechnęłam się – To jest mieszkanie po mojej matce, to był jej azyl. Ona przez wieki się nim opiekowała. Dawniej to ona kontrolowała, kto mógł wejść a kto stąd wyjść, żywy. Ja nie jestem tak niegościnna jak ona, udoskonaliłam to miejsce. Więzy krwi jednak nie są takie bezużyteczne, to właśnie dzięki nim udało mi się po części ujarzmić moce matki. Wejść tu może każdy, tak jak wy, jak do zwykłego mieszkania, lecz wyjść może tylko to lub ten, komu na to pozwolę, dla tych którzy tu utkną, więzienie się staje grobem. Nawet pstryknąć palcami nie potrzebuję, wszyscy bez wyjątku podusicie się i padniecie jak robaki, którymi jesteście – cofnęłam się o krok, patrząc jej prosto w oczy — Radzę się zastanowić, dlaczego Chrystian was tu zabrał, skoro doskonale zdawał sobie sprawę, że nie wyjdziecie stąd bez mojej zgody. Tymczasem, noc jeszcze młoda, można jeszcze sporo namieszać — powiedziałam jej dokładnie to samo co Ruby i wróciłam do panów, którzy nadal grzecznie czekali w mojej pracowni.
<Ruby?>
==========================================================================
Od Ruby do Apolonie
Kiedy ich przyjaciółki zaczęły znikać, Mikołaj wpadł w dezorientację. Jedynie Chrystian zachował zimną krew.
- To pułapka! Ściągnęła nas tu, by nas wybić jeden po drugim! - panikował Mikołaj.
- Nie dramatyzuj! - trzymał go w ryzach brat - Podpalenie nie jest jej sprawką, a teraz tym bardziej nie planuje nas zamordować.
- Skąd możesz być tego taki pewny?
- Ponieważ swoje widziałem... i po Lamii można spodziewać się, że wyssie nas do ostatniej kropli. Nie przestanie dopóki będziemy jej potrzebni. A na razie kluczem jest to, by nie dać się rozdzielić - to powiedziawszy, chwycił Mikiego za ręce, by załapać z nim więź.
Wtedy pojawiła się ona. Niechciana, a zarazem potrzebna. Nie zaszczyciła ich takim czymś jak dotyk, ponieważ to nie zawsze jest potrzebne. To jest wyłącznie dla słabszych lub dla zmyłki i estetyki. Wciąż byli w jej mieszkaniu. I byli tylko oni, no i oczywiście pani domu.
Chrystian z kamienną twarzą stał w ciszy, zaś jego brat nadrabiał za dwóch gadaniem.
- I po co nas tu ściągnęłaś? Boisz się konfrontacji ze wszystkimi?
- To nie ja w wieku dwudziestu paru lat trzymam ze strachu brata za rękę - rzekła kpiącym tonem.
- Ja przynajmniej mam kogo trzymać - odpysknął - Po kiego czorta nas tu ściągnęłaś?! Jaki jest twój plan pozbycia się nas?!
- Każ się mu zamknąć - zwróciła się do Chrystiana - zanim ja to zrobię, a wtedy nie będzie tak miło.
Czarnowłosy nie był poruszony grożącym tonem dziewczyny. Wzruszył tylko ramionami.
- Mój brat poniekąd ma rację. Racz też odpowiedzieć, ponieważ ja zadaję sobie to samo pytanie. Dlaczego, skoro jesteś niewinna? Tylko by się na nas odgryźć za to wejście?
- Powtórzę ci to, co powiedziałam twojej koleżaneczce. Jesteście jak irytujące muchy, nie masz nic przeciwko nim, gdy latają daleko od ciebie, jednak gdy wlecą ci nieproszone do mieszkania, to jedyne, czego chcesz, to się ich pozbyć.
- A więc to drugie. Ale ja na twoim miejscu nie zaprzątałbym sobie głowy muchami, kiedy niedaleko grasują szerszenie. Szerszenie, które są naszym wspólnym wrogiem - spojrzał na nią wiedzącymi oczyma.
- Pozbycie się much nie jest zbyt wymagającym zajęciem, więc raczej nie skorzystam z twojej jakże bezużytecznej rady - uśmiechnęła się kpiąco, jakby myślała, że coś tym ugra - Poza tym, gadanie nie należy do zakresu twoich obowiązków.
- Niestety nic nie będzie w zakresie moich obowiązków, jeśli nie pomożesz. Cóż ci ze mnie będzie gdy mnie nasz prześladowca dopadnie?
Mikołaj spojrzał na niego. Z pewnością blefował, acz nie można było wykluczyć, że Chrystian nie brał czegoś takiego pod uwagę. Był przezorny nawet w najgorszych scenariuszach.
- Swoich zabawek pilnuję. A tak się składa, że jesteś jedną z nich. Resztą nie będę się przejmować, gdy im się coś stanie.
Mikołaj mimo woli uśmiechnął się dwuznacznie.
- Nie, kochana. Moim warunkiem umowy było co innego. Albo współpracujesz z nami i masz mnie, albo się żegnamy. I nawet ja z przeszłości nie nawiąże z tobą kontraktu.
- Jestem zainteresowana tobą, a właściwiej twoją umiejętnością, jednak nie na tyle, by pozwolić się szantażować - spojrzała wyniośle na niego, co przy porównaniu ich wzrostów wyglądało dość komicznie - Zaczęłam współpracować, a wy włamaliście się do mnie, zaatakowaliście i na dodatek przytargaliście ze sobą pchlarze. Jak ja mam to rozumieć?
- Ej, tylko nie pchlarze - odezwał się Miki - Co TY byś zrobiła, gdyby ktoś cię podpalił i podstawił fałszywe ślady na nas?! - zbulwersował się.
- Zrozum to jako drobne nieporozumienie. Naprawdę wszystko wskazywało na ciebie - Chris starał się złagodzić słowa brata, chociaż wiedział, że to brzmi jak absurdalna wymówka.
- Drobne nieporozumienie, mówisz? - zaczęła rozbawiona, czego się spodziewał - Drobnym nieporozumieniem jest wepchnięcie się komuś w kolejkę. Drobnym nieporozumieniem jest także zajęcie przez przypadek komuś miejsca w kinie - kontynuowała, a jej ton stawał się coraz mniej przyjemny - Włamanie i atak, po którym musiałeś się zbierać z podłogi, zdecydowanie nie jest drobnym nieporozumieniem.
- Wiedziałem, że tak powiesz i w pewnym sensie cię rozumiem. Dlatego możemy pójść na układ i stanie się tak, że nas nigdy nie poznasz. Wtedy, wiesz, nie będzie też naszej umowy.
- Jeśli mam wybierać między tobą, a świętym spokojem, to zdecydowanie wolę święty spokój. Śmiem wątpić, że niektórzy z was nie pójdą na ten układ, więc to, co powiesz, kompletnie mi się nie kalkuluje.
- Jeśli o Ruby mowa to nie ma problemu. Zrobi się tak, że ona nigdy cię nie uratuje i nadal będziesz leżała na ulicy w kałuży krwi - odparł beznamiętnie Chris.
- Zrobi się? - zaśmiała się kpiąco - Ty nic nie zrobisz, nie masz takiej siły sprawczej, by mówić zrobi się.
- Przeceniasz mnie. To niedobrze.
- O każdym z was wiem tyle, ile potrzebuję. Nie jesteście w stanie nic przede mną ukryć, ani tym bardziej mnie czymś zaskoczyć. Nie boję się twoich gróźb bez pokrycia.
- Otóż tu się mylisz - wtrącił się Mikołaj - Zaskoczymy cię. Ja i mój brat wychodzimy. Do zobaczenia nigdy.
Wziął Chrystiana pod pachę i pomaszerowali dziarskim krokiem w stronę wyjścia. Jednak w połowie drogi ten silniejszy zastopował. Spojrzał się na Lamię. No przecież to było za łatwe. Ona nie zareagowała. To było zbyt łatwe, więc gdzieś był haczyk.
- Jakie jest twoje ostatnie słowo? - zapytał - Wiem, że coś ci się ciśnie na usta.
- Wiem, że twój braciszek rozpaczliwie pragnie mieć, co ja mam, a co dla niego jest całkowicie nieosiągalne. Anielski atrybut, który wzbudza podziw u każdego. Ktoś taki jak on nie jest w stanie zdobyć skrzydeł, ktoś taki jak ja już bez problemu.
- Dobrze dobrze - urwał ten, o którym była mowa - Nie schlebiaj już sobie. Zastanowię się, ale na ten moment nie pójdę z tobą na umowę z kruczkiem.
W jego głosie była nutka niepewności. Wiadome było, że on prędzej czy później się zgodzi. Lamia parsknęła.
- To nie była propozycja i nigdy nie będzie, po prostu stwierdziłam fakt. Ty jesteś dla mnie kompletnie bezużyteczny.
- W takim razie zaczekam, aż przyda ci się moja moc i sama do mnie przyjdziesz z ofertą - rozłożył ręce.
- A na co może mi się przydać taka chałtura? Jedyne, co potrafisz, to zniknąć. To, że oczy cię nie widzą, nie oznacza, że nie da się ciebie zobaczyć ani namierzyć. Wystarczą, chociażby, zwykłe kamery termowizyjne, już nie wspominając o tym, że słychać każdy twój krok.
Mikołaj zamilkł. Trafiła w czuły punkt jego ego. Zniszczyła coś, czym mógł się szczycić. Sfrustrowany odwrócił się na pięcie, by wyjść.
Czarnowłosy pozostał w pomieszczeniu z Lamią. Ich spojrzenia się skrzyżowały i piorunowali się nawzajem chłodnymi oczyma. Do czasu.
Mikołaj wrócił i wpadł na swojego brata. Ten, jak kostka domina, zwalił się na Lamię. Przed zmiażdżeniem uratował ją jego refleks i silne łokcie.
- Pogięło cię? - warknął i chciał mu przywalić, ale po chwili zaniechał tej decyzji.
- Widzę, że pragniesz ponownego pocałunku z podłogą - wysyczała ona zła jak osa.
Mikołaj machał rękami, jakby miał padaczkę. Chodziło mu o to, by się uciszyli. Waza na stole się rozprysnęła, a Miki schował dłoń z głośnym syknięciem. Potem coś przeleciało im nad głowami i wbiło się w ścianę. I znowu. I jeszcze raz. Cała ściana za nimi była pokryta w dziurach.
- Szlag - zaklęła soczyście Apolonia, próbując wydostać się spod Chrisa. Gdy podniosła się z podłogi, zaczęła iść w kierunku salonu.
- Gdzie idziesz?! - syknął brunet - Znowu zostawiasz nas na pewną śmierć?!
- Cholera! - krzyknął długowłosy - Skąd dobiegają strzały? Zabierz nas stąd, ale to już! - podczołgał się w jej kierunku.
Lamia nie zatrzymała się ani na moment. Obrzuciła ich wściekłym wzrokiem.
- Przywlekliście do mnie tego oszołoma! W salonie jest zamek kontrolny do rolet. Nie powstrzymają one ostrzału, ale przynajmniej ukryją naszą lokalizację.
- To twój oszołom! My nie trzymamy z kimś, kto strzela do swoich! - odgryźli się jednym tonem - Pamiętaj, by nie dać się zabić.
- Uważajcie, bo jeszcze stwierdzę, że się o mnie martwicie - to mówiąc, znalazła ów panel.
Spuściwszy rolety, doskoczyła do chłopaków. Nadal dostawali ślepymi kulami, lecz żadna nie trafiła nikogo. Nagle całkiem grad kul zamilkł. Wciąż byli w mieszkaniu, ale w innym czasie.
~*~*~*______________________________________________________________~*~*~*
Ruby czekała niecierpliwie na powrót Apolonii, bądź niespodziewany dar losu. Niestety, nic innego niż to jej nie pozostało. Próbowała uciec, nie raz i nie dwa. Za każdym razem wracała do tych cholernych czterech ścian. Postanowiła zabić swój czas leżąc i kontemplując. Leżąc i kontemplując. Leżąc... i kontem... plując... leżąc...
Rubinka czuła jak ogarnia ją senność. Lekka mgiełka pchnęła ją w senne objęcia. Czuła się tak lekka i rozluźniona. Rozłożyła ręce jak do lotu. Uniosła się wysoko, by za chwilę opaść na miękkie przestrzenie ją otaczające.
~*~*~*______________________________________________________________~*~*~*
Coś wyrwało ją ze stanu tej świadomości. Obudziła się i nie była już sama. Otaczali ją przyjaciele i Lamia. Oczywiście, że ona musiała tu być.
Jednak w ich zachowaniu wyczuła jakąś niepokojącą zmianę. Byli spięci i nerwowi, co do joty. O dziwo to samo wyczuwała ze strony Apolonii.
- Co się dzieje? - podniosła się do pozycji siedzącej - Dlaczego jesteśmy wszyscy w jednym miejscu?
Odpowiedziała jej cisza. Jedynie Apolonia się poruszyła. Poszperała nieco w kieszeniach, po czym wyrzuciła ich zawartość na stół. Tym okazały się pociski od broni.
- Kogo z was odwiedził nasz wielbiciel, bo chyba nie mnie...?
- Zaskoczył mnie, Mikiego i Apolonię. - odpowiedział Chris - O tobie nie zapomniał. Przy tobie znaleźliśmy to - wyłożył na wierzch metalową butlę po gazie - Dlatego tak smacznie spałaś. W ogóle nikt nie mówił, że chodzi o naszego stalkera. Skąd wiedziałaś? - zapytał.
- To pierwsze i oczywiste co mi przyszło na myśl. Sprawa się robi poważna.
Usłyszała prychnięcie. Nie zauważyła, kto zakpił, ale domyślała się. Spojrzała na Apolonię i zauważyła w kącikach jej ust brązowo-czerwone ślady. Wtem jej się przypomniało, że przecież zaniosła ją do innego czasu... Jeśli to samo zrobiła z jej przyjaciółmi, musiała sporo poskakać. I pewnie znów otrzymała pomoc, za którą nawet nie będzie wdzięczna.
Ruby znowu rzuciła swój wzrok na pociski na stole. Sięgnęła po jeden i uważnie mu się przyjrzała. To, co pierwsze rzuciło jej się w oczy, to brak wygrawerowanych rozmiarów pocisku i inicjałów broni. Zamiast tego były cztery znaki zapytania, każdy rozłożony tak, by wyglądały jak kompas. Ru przeszły dreszcze i zapiekła blizna na dłoni. Nie kryła się z nią, ale blizna też nie była takich rozmiarów, by każdy mógł ją widzieć. Zazwyczaj próbowała ją zakrywać.
- Ten ktoś wie o nas co nieco, ale nie jest to nikt z nas - stwierdziła - To nawet nie Lamia, jak na początku sądziliśmy - mówiąc to, spojrzała na dziewczynę - Nie zrobiłabyś tylu skoków swoim kosztem, by nam taki jeden numer wykręcić.
- Nie jesteście warci, bym poświęcała tyle swojego czasu na was, mówiłam wam to od samego początku, jednak zamiast posłuchać mądrzejszych od siebie woleliście sobie robić w nich jeszcze większych wrogów.
Ruby przewróciła oczami. Spodziewała się czy nie spodziewała się takiej reakcji? Spodziewała się aktu arogancji i chyba do tego to można przypisać. Nie uważała Lamii za mądrą, chyba tylko ona sama tak o sobie myślała. Jedyna osoba, która, według Ruby, miała status mądrej, to była Lina. Była starsza, bardziej doświadczona i ogólnie emanowała taką aurą osoby wiedzącej. Kobieta aktualnie spoglądała przez okno i wydawała się nieobecna.
- Skoro mowa o wrogach - zaczął zamyślony Chrystian - To musi być ktoś, kto nas wszystkich nie lubi. Ktoś, komu podpadliśmy wszyscy - podkreślił słowo "wszyscy" - Albo podpadła tylko jedna osoba, a reszta dostaje rykoszetem.
- Wyrzuć tę drugą teorię, braciszku. Moi dwaj ochroniarze zginęli, ratując moje życie. W tym samym czasie, albo i wcześniej, ktoś załatwił ludzi Lamii. Ewidentnie chodzi o mnie i o nią.
- Albo tylko jego - dziewczyna założyła ręce na piersi - Cały czas pałętacie się przy mnie jak bezdomny szczeniak przy nogach przechodnia liczący, że uda mu się zaskarbić czyjąś uwagę, więc ktoś stwierdził, że atakując mnie, odegra się na was. Srogo się przeliczy, bo ja nie pozwolę bezkarnie bawić się swoim kosztem.
- I tak my też nie pozwolimy - zgodził się z nią Mikołaj, waląc w pięści - Skoro on chce zagrozić naszym życiom, my w takim razie pokażemy, że nie warto z nami zadzierać.
- Nie będę go bronić - zaczęła Ruby - ale jego celem definitywnie nie jest pozbycie się nas. Gdyby chciał, zabiłby mnie we śnie. Tego nie zrobił.
- Ty jedynie na co możesz się nie zgodzić to spotkanie z nastoletnia fanką za kulisami - wytknęła mu - nie masz żadnej władzy ani możliwości, więc daruj sobie czcze pogróżki.
- Ja jestem po twojej stronie! - wytknął jej.
- Ona ma rację - odezwała się milcząca dotychczas Lina - Częściowo. Samemu pustymi słowami nic nie zdziałasz. Po pierwsze, musimy zacząć działać. Po drugie, musimy działać w grupie - odczekała chwilę, by jej słowa dotarły do nich - Nie zauważyliście, że osobno lub w rozbitej grupie jesteście łatwym celem? Ruby mógł bezinwazyjnie uśpić, a waszą trójkę powystrzelać.
- A tobie? Co zrobił ci? - dopytywała Ru.
- Byłam bezpieczna, ale to może dlatego, że nie skojarzył mnie z wami. Nie zna mnie. - wzruszyła ramionami - Ja się go nie boję.
- Mnie bezpośrednio do tej pory też nie zaatakował, tylko moich ludzi. Dopiero, gdy z wami byłam, zaczął strzelać bez ostrzeżenia - przypomniała - dlatego uważam, że to nie ja jestem celem, tylko wy.
- Według mnie to on się tylko przymierzał. U nas na początku też zginęli ochroniarze. Wziął przystawkę, zanim zajął się obiadem.
- Jeszcze przed momentem wspomniał - Lamia kiwnęła na Mikiego - że ochroniarze wzięli kulki przeznaczone dla niego, ustalcie między sobą najpierw jedną wersję wydarzeń, a dopiero później o niej opowiadajcie, bo nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale nie jesteście dla mnie kompletnie wiarygodni.
Lina rzuciła swój wzrok na Mikołaja. On mógłby jej jeść z ręki, gdyż sekretnie się w niej podkochiwał. Zaczęła do niego spokojnie mówić, jak do dziecka.
- Mikołaj, możesz nam, od początku do końca, powiedzieć co się stało? Ile kul wystrzelił stalker?
- Cóż ummm... Stałem przy ścianie i pozowałem do zdjęć, gdy nagle świsnęło mi coś nad głową. Uchyliłem się instynktownie i znowu coś świsnęło. Potem Krzysztof zasłonił mnie sobą i oberwał. Następnie Marek się rzucił i również oberwał.
- I obaj byli bez szans na przeżycie?
- Oczywiście, inaczej by nie leżeli zimni w kostnicy - odparł, ale widząc groźną minę Liny, szybko się poprawił - Krzysztof umarł w drodze do szpitala, a Marek wykrwawił się na miejscu.
- Dokładnie. Jeżeli dwaj rośli mężczyźni dostali po jednym strzale, który ich zdołał zabić, dlaczego pierwsze dwa były spudłowane? Jeśli mam być szczera, zabiłby cię bez trudu, ale chciał, byś zauważył niebezpieczeństwo. Chciał, by ktoś przybiegł ci na ratunek, by go zabić i obudzić w tobie strach.
- Do mnie nikt nie strzelał, moi ludzie zginęli gdy nie było mnie w pobliżu - wytknęła lukę w jej teorii - dowiedziałam się o tym podczas lunchu, co całkowicie zniszczyło mi posiłek.
- A czy, po naszej dokonanej sekcji, znaleziono coś w ich ciałach lub na nich? Coś, czego wcześniej tam nie było?
- Nie - dziewczyna odpowiedziała szybko i bez zająknięcia, a więc ewidentnie skłamała - nie było nic czym można się zainteresować.
Lina wyprostowała się.
- Więc są dwie możliwości: albo stalker podejmuje co chwilę inną taktykę, by prowadzić mylący trop, albo mamy do czynienia z dwoma mordercami.
- Cieszę się, że doszliście do jakże fascynujących wniosków, ale jestem zmęczona tą całą sytuacją, jestem zmęczona wami. Więc bądźcie tacy mili i wyjdźcie, póki wam pozwalam.
- Więcej nie musisz mówić - pierwszy u wyjścia był Miki - Dla mnie to też absurd. Lepiej będzie, gdy będziemy osobno. Wtedy okaże się, kto tak naprawdę jest ofiarą i katem.
Wtedy wyszli wszyscy za nim. Ruby, jako ostatnia, obrzuciła mieszkanie Lamii spojrzeniem. Oby ostatnim. Zostawili butelkę po gazie, gdyż nie było na niej żadnych widocznych wskazówek.
~*~*~*______________________________________________________________~*~*~*
- Przeczucie mam, że Lamia nie mówiła prawdy - przyznała Ruby.
Wraz z Chrystianem wrócili pod jego dom, gdzie jeszcze przez chwilę dyskutowali.
- To się nie nazywa przeczuciem, tylko przepowiadaniem przyszłości. To bardzo prawdopodobne, ale widziałaś. Zrobiliśmy coś, przez co straciła zaufanie.
Chrystian zatrzymał się przy skrzynce. Notorycznie sprawdzał, czy jakieś gówniarze i śmieciarze nie zapchali jej śmieciami. Nikt daleki nie wiedział, gdzie mieszka Chris, a bliscy pisali wyłącznie sms'y, więc nie dostawał żadnej korespondencji. Jak już przychodziły jakieś listy, to wyłącznie były czyjeś niezapłacone rachunki, odstawione (nie zawsze przypadkowo) na jego adres, bo łatwo wrzucić coś do niczyjej skrzynki i mieć nadzieję, że tak nie trzeba będzie płacić.
Przetasował listy, nieswoje wyrzucił w kałużę i szybkim krokiem wrócił do Ruby. W dłoniach trzymał coś jakby małą paczkę.
- To do ciebie? - spytała z niedowierzaniem Ruby
Chris obrócił paczką w dłoniach. Przy łączeniu papierów była zapieczętowana, a na spodzie był napis "otwórz mnie".
- To do nas - stwierdził niepewnie.
Jednak nie otworzył jej na zewnątrz. Otworzył ją później, tego samego dnia, w domu. Zawartość rozłożył na stole, a było nią siedem kart tarota. I każda z nich była podpisana imieniem któregoś z przyjaciół. Na kartach niezwiązanych z postaciami z jakiegoś niewiadomego powodu były porozrzucane literki.
Głupiec - Mikołaj
Pustelnik - Chrystian
Cesarzowa - Lina
Królowa Mieczy - Lamia
Królowa Monet - Ruby
Inne karty:
Sąd Ostateczny - IKSRACKRAP
Śmierć - GNILEBE X VIII
To była wiadomość od stalkera, nie było wątpliwości. Nie próżnował i dość szybko się z nimi skontaktował. Jaki był jego cel w tym? Jedyne wiadome było - muszą znowu się spotkać wszyscy.
<Apolonie? Sorry za kujowe zakończenie, ale pośpiech mnie cisnął xp >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz