środa, 10 września 2025

Od Apolonii do Ruby / Od Ruby do Apolonii 8

 Od Apolonii do Ruby


- Jeśli teraz wyjedziesz, możesz już nie wracać i przy okazji powiedzieć ojcu, żeby następnym razem wysłał do szpiclowania kogoś bardziej kompetentnego - dziewczyna natychmiast się zatrzymała, do tej pory nie było potrzeby, aby jej zdradzać tej słodkiej tajemnicy, po raz pierwszy postawiłam sprawę jasno, dałam wprost znać, że wiem, kim jest i dlaczego tak wiernie, jak piesek, towarzyszy mi na każdym kroku. Ellie nie jest moim współpracownikiem i nigdy nim nie była, nic nie słyszy, nie powie ani nie zrobi. Nie zareaguje, nawet jeśli kogoś bym właśnie obdzierała na żywca ze skóry. Ma tylko jedno zadanie i słucha się tylko jednej osoby, mojego ojca. A on kazał zrobić jej dosłownie wszystko, żeby utrzymać się blisko mnie. Ma pilnować, abym nie narobiła głupstw, które odbija się na jego nazwisku lub – co gorsza – na jego interesach, obserwować i donosić, żeby zawczasu mógł zareagować. Toleruje ją, dopóki jest przydatna i wywiązuje się ze swoich obowiązków asystentki, sekretarki, można nazywać to, jak się chce, dla mnie jest zwykłym pasożytem, którego skoro już jest, należy wykorzystać, by jak najwięcej z jego obecności wynieść.

- Od kiedy wiesz? - spytała, cały czas stojąc odwrócona w stronę drzwi. Powinnam czuć się urażona, że wątpiła w moje kompetencje. W końcu ona jako jedna z nielicznych była świadkiem tego, na co mnie naprawdę stać - Domyśliłam się po tygodniu - Najpierw chciał wprost wcisnąć mi kogoś, żeby miał na mnie oko. Gdy się nie zgodziłam, pojawiła się ona. Według papierów doskonale wykształcona, mimo to wielokrotnie dała się złapać na tym, że nie zna podstaw, które powinny być oczywiste dla kogoś z jej papierami. Ojciec powinien wiedzieć, że szybko się zorientuję i zdemaskuję tak nieudaną maskaradę.

- Gdybyś w rzeczywistości miała tak dobre wykształcenie, jak twierdzisz, nie robiłabyś za moją asystentkę. Poza tym wytrzymałaś więcej niż każda poprzednia na twoim miejscu i zdecydowanie dłużej niż każda przed tobą. Desperacko wykonując każde, nawet najidiotyczniejsze polecenie, próbowałaś utrzymać się przy mnie, albo mnie przy sobie. Dlatego pozwoliłam ci zostać, dopóki jesteś przydatna, będę cię trzymać. Dopóki sprawdzasz się na swoim stanowisku jako moja asystentka, nie interesuje mnie, o czym donosisz ojcu. Gdy będzie taka potrzeba, sama załatwię niedogodności, pozbywając się ciebie. Ale to nic osobistego, w końcu jesteś tylko marnym pionkiem w rozgrywce między mną a ojcem. Ale możemy nadal - urwalam na moment, by dobrać odpowiednie słowo - nadal współpracować. Obie doskonale wiemy, co się stanie, gdy odeślę cię do mojego ojca. Dlatego proponuję układ, trzymam cię przy sobie i wykonujesz każde moje polecenie, w zamian możesz tam śpiewać sobie, ile chcesz i o czym chcesz.

   Przede mną pojawiły się trzy osoby, zdecydowanie ostatnie, które miałam ochotę oglądać. Ruby Wade oraz dwóch braci, każdy z nich na swój sposób zalazł mi za skórę, młodszy z nich wyrwał się Christianowi i rzucił się wściekły w moją stronę, zatrzymując się dopiero na biurku - Ty mała... Przegięłaś, stanowczo przegięłaś. Nie znasz się na żartach, czy masz tak wielkie wrzody, że nie możesz małego żarciku przetrawić? Naprawdę chciałaś mnie zabić, wariatko?! - Nie przejmując się niepotrzebnym jazgotem, otworzyłam szufladę biurka – Szczekające psy nie gryzą, więc nie gorączkuj się tak panie żartowniś – odezwałam się w chwili, gdy na moment urwał swoją tyradę, by zaczerpnąć powietrza – gdybym to ja za tym stała, to nie miałbyś okazji mnie w ogóle poznać i od wielu lat gryzłbyś piach – wzięłam do ręki odpowiednie teczki i rzuciłam je na stół – Znajomy widok? Cała trójka to moi ludzie. Oczywiście nie będę rzucać w waszą stronę bezsensownymi oskarżeniami, bo nawet razem wzięci nie jesteście zbyt kompetentni, by dokonać i w ogóle wpaść na coś takiego. Ale za to mam mocne podstawy do tego, by lepiej przyjrzeć się licytacji mojego obrazu, nie chciałbyś się do czegoś przyznać? – zwróciłam się do Mikołaja - Bo nie ukrywam, że przez tą małą sztuczkę jestem stratna, a średnio mi się to podoba – Ruby jako pierwsza ruszyła, aby przyjrzeć się dokumentom, a one zbyt wiele nie zawierały. Nie licząc dokładnych zdjęć trupów były tam tylko podstawowe i zdecydowanie najprostsze informacje jak zginęli, dzielnie się z nimi innymi wiadomościami było zbędne, dokładne informacje o nich mogły zrodzić wiele niewygodnych pytań, których nie miałam zamiaru wysłuchiwać – Rzeczywiście, widzę niektóre podobieństwa. Widać, że umarli na różne sposoby, ktoś pozostawił na nich swoje… właściwie nie mogę określić, co to jest, ale wygląda jak… herb? – przekazała papiery reszcie, żeby oni także mogli się przyjrzeć - każdy z nich jest inny, jednak można zaobserwować pewną powtarzalność, wymiary, kompozycja jest typowo centralna, brak dominanty - długo można wymieniać - obraz jest pełen krwi, więc cięcia są zamazane – powiedział Mikołaj, kompletnie ignorując moje spostrzeżenie o obrazie, wciąż patrząc mi w oczy, odpuściłam, jednak w odpowiednim momencie z pewnością wrócę jeszcze do tematu – Musielibyśmy zobaczyć ten znak, tylko że oczyszczony. Poza tym – dodał – ja ci żmijo nie wierzę. Już nieraz pokazałaś swoje podłe oblicze. Dlaczego teraz miałabyś mówić prawdę? Kłamstwo wyssałaś z mlekiem matki – awans z myszki na żmiję nie robił na mnie większego wrażenia, jednak temat mojej matki powinien sobie darować – twój braciszek się doskonale postarał, abyśmy oboje wiedzieli, kim jest moja matka – warknęłam niezbyt przyjaźnie – więc jeśli nie chcesz się dowiedzieć, co jeszcze wyssałam z jej mlekiem zamilcz, jeśli nie masz nić mądrego do powiedzenia, albo znajdziesz się w tym samym miejscu co twoje sportowe autko.

- Mam głęboko gdzieś twoje groźby. Bez dotyku nie możesz mi nic zrobić. Ja zawsze będę o krok przed tobą albo nawet nie zauważysz, kiedy będę naprawdę blisko – natychmiast odbiłam piłeczkę - tak samo blisko jak przy niewygodnym rywalu, dajmy na to podczas licytacji? – spytałam kpiąco.

- Tak samo blisko, jak po licytacji, kiedy stałem przy tobie i mogłem widzieć jaką koronkę nosisz - odparł Mikołaj. Chrystian nie wytrzymał i odciągnął swojego brata z mojego zasięgu, musiał spodziewać się, co go czeka jeśli nie będzie wystarczająco daleko. - Nie mam zamiaru drugi raz ratować ci skóry - syknął, zasłaniając mu usta swoją dłonią. Na ramieniu ręki miał bandaż, wyglądał na dość świeży a w połączeniu ze zwykłymi pomówieniami, którymi obrzucił mnie Mikołaj, miałam prawo sądzić, że jest to skutek ataku na kogoś z nich. Nim zdążyłam odpowiedzieć, ponownie wtrącił się brat bezczelnego gupika.

- Możemy zobaczyć, nawet i teraz.

- Możecie? – spytałam retorycznie – koniec tego cyrku, nie potrzebuję tutaj błazenady na waszym poziomie, to jest moja sprawa, a pokazałam te zdjęcia tylko po to, żeby jeden z was się w końcu zamknął – zdecydowanie zbyt długo znajdowali się w moim biurze, nawet jeśli było to kilka minut, każdy z nich mnie irytował, a gdy cała trójka postanowiła sobie wpaść w odwiedziny, moje opanowanie już dawno powinno trafić szlag - Twoja?! Byłaby, gdyby tylko na ciebie ktoś polował –-Jezus Maria, Chris! Przymknij go, na serio! - Mikołaj próbował coś wtrącić, ale braciszek z łatwością zwalczył jego poryw odwagi - To nie jest tylko twoja sprawa. Po naszej stronie też padają trupy. I wygląda na to, że te morderstwa są powiązane – tacy jak oni są kompletnie niewyuczalni - Naprawdę sądzisz, że ckliwa historyjka o trupach mnie ruszy? Dopóki nie wchodzicie mi w drogę, kompletnie mnie nie interesuje, co robicie i czy gdzieś czasem nie gnijecie. Nie widzę więc powodu, abym miała robić cokolwiek z wami wspólnie – dla nich najlepiej by było gdybyśmy rozeszli się w miarę w dobrych nastrojach - A więc nie przejmujesz się tym, że piątka ludzi, w tym troje twoich, zginęło, i że to może być tylko początek linii morderstw, która skończy się na tobie? I mi się nie wydaje, podpadłaś komuś i ten ktoś zapewne mści się również na nas.

- Nie nazwałabym tego przejęciem się, zwykłą niedogodnością jak już coś – odparłam wprost, przenosząc wzrok, który zatrzymał się na Chrisie - ale ze względu na nietypowe okoliczności jestem skłonna złożyć ponownie moją ofertę, jeśli ją przyjmiesz, wtedy pomogę z tą sprawą - Pozostała dwójka z niezrozumieniem patrzyła się to na Chrystiana, to na mnie - Chyba jestem pod wrażeniem. Nawet z nożem przy gardle potrafisz wyciągnąć stare przysięgi. Interesy ponad własne życie, takie twoje motto? – powiedział sucho. Uwolnił usta Mikołaja, lecz nie wypuścił go z objęć, przyciągnął do siebie także Ruby. W moją stronę natomiast wyciągnął wolną dłoń, chcąc ją uścisnąć, jakby to było podpisaniem kontraktu. Towarzystwo mojej przyszłej mróweczki jak jeden mąż obudziło się z odretwienia - Chrystian, o czym ona mówi? – nie odezwał się, ale przyciągnięcie do siebie pozostałej dwójki z pewnością nie było bez celu. Uśmiechnęłam się z wyższością zadowolona, że dopięłam swego – bezpośredni kontakt możemy sobie darować, nie lubię, gdy ktoś szpera mi po głowie – mimo to wstałam od biurka i podeszłam bliżej - Widziałem wystarczająco dużo, tam już nie mam czego szukać - jego dłoń wciąż była wysunięta - właśnie dlatego, jeśli miałbyś odrobinę rozsądku, to powinieneś wiedzieć, że nie powinieneś godzić się na ten układ – podałam mu dłoń, aby zawrzeć umowę.

   W momencie uścisku Christian przeniósł nas do kostnicy - Rozsądek rozsądkiem – widziałam jak dostał chwilowych drgawek od nagłego spadku temperatury - Ale gdy nie ma innego wyjścia, nawet zakonnica może zostać prostytutką, jak ją głód przyćmi – puściłam jego rękę i zaczęłam przeglądać szuflady w poszukiwaniu dokumentacji - Widzę, że chociaż jednej osobie w rodzince zdarza się powiedzieć coś mądrego – zatrzymałam się na raporcie z sekcji - Widzę, że ironicznie do miejsca i sytuacji, dopisuje wam humor - wcisnęła się między nas - Trzymajmy się blisko, będzie nam cieplej. Nie bierzcie ciuchów z haków, nie wiadomo kto je nosił - Ignorując słowa Ruby przeszłam do pierwszego stołu i zdjęłam okrywę z połowy ciała chcąc się upewnić, że jest to nasz cel – leżą już tu dość trochę, zapraszam na wycieczkę – mruknęłam do reszty niezbyt szczęśliwa, nie planowałam niszczyć sobie dziś koszuli - Czujemy, mają mocny zapach. – Ruby szukała czegoś po półkach, co mogłoby pomóc z odorem - Ale nie sądzę, by był to tylko odór rozkładu. Spójrz na te blizny na klatce piersiowej. Wyglądają jak wypalone wzory. W dodatku ten kolor – w końcu znalazła niebieski pojemniczek z napisem vick - Przypomina mi coś podobnego do tatuażu, ale nie znam żadnej techniki tatuowania za pomocą gorących przedmiotów. Może ty? – wzięła z pudełeczka naparstek mazi, rozsmarowała pod nosem, po czym podała dalej.

- Nie mam w zwyczaju piętnowania swojej siły roboczej, nieopłacalne jest tracić czas na takie błahostki – parsknęłam śmiechem i wzięłam od niej pudełeczko – jeśli chcecie, to możecie zostać, ale ja planuję obejrzeć trupy w nieco lepszym stanie – te były w na tyle zaawansowanym stopniu rozkładu, że nie dało się rozszyfrować znaków - Nie zdążyłam się dokładnie przyjrzeć zdjęciom - rzuciła wymowne spojrzenie w stronę Mikołaja, który cały czas nieufnie patrzył w moją stronę - ale wydaje mi się, że na twoich trupach nie było tatuaży.... Same wypalenia. Dobra, kończmy tu i lećmy do twoich – wyciągnęłam dłoń przed siebie, wnętrzem do góry, zupełnie jakby chcąc pokazać, że mam dobre intencje i niczego nie ukrywam – idziecie ze mną czy jednak mam sama zająć się tą sprawą, tak jak od początku planowałam?

- Co to za pytanie? – Ruby, z resztą tak samo jak Christian, natychmiast mnie chwyciła, Mikołaj tylko stał nadal w sporej odległości

- I myślisz, że dam ci sterować całą akcją? – mimo to w końcu zdecydował się podejść do brata i chwycić go za ramię – bawcie się dobrze – zaśmiałam się

Staliśmy dokładnie w tym samym miejscu, odeszłam na krok, czekając na atak kaszlu, który nie nadszedł, przynajmniej nie tak jak myślałam - Mogłem przewidzieć, że tak się stanie – ciekawa sytuacja, mnie kompletnie nic nie było, natomiast Christian dość mocno kaszlał krwią, a prawdziwy test dopiero przed nami, trzeba jeszcze wrócić do teraźniejszości, mogło się okazać, że wykorzystam Christiana inaczej niż zakładałam.

- Wiedziałem, że przez tę wiedźmę coś ci się stanie. Nie sądziłem, że tak szybko - syknął Mikołaj co kompletnie zignorowałam, kątem oka widziałam tylko, jak odprowadzał brata i posadził go na krześle -Wiedziałaś, że tak się stanie? – Ruby wbiła we mnie świdrujące spojrzenie - Nawet jeśli to co? – nie przypuszczałam, że może tak zareagować, do tej pory u każdego co najwyżej występował ból głowy - To co? – oburzyła się - Trzeba było powiedzieć o tym. Mogłam poprosić ojca o jakieś leki na taki wypadek – szczerze wątpiłam, że jakiekolwiek leki, które posiadał jej ojczulek pomogłyby tu - On mógłby umrzeć z szoku. Albo może właśnie rozpieprzyło mu płuca – wtrącił się Mikołaj, który cały czas stał nad bratem – nie przeżywaj aż tak, mnie po tylu latach wielokrotnego kaszlu nic nie ma, to jemu teraz też nic nie będzie. Zamiast tego lepiej by było gdybyś łaskawie zaczął robić to, po co tu jesteśmy.


<Ruby?>

==========================================================================
Od Ruby do Apolonii 

- Teraz to mnie najmniej obchodzi. Posiedzę tu przy Chrystianie. Jakby coś było, na przykład przypadkiem nadziałabyś na bardzo ostry przedmiot, to krzycz. Chętnie popatrzę.
Ruby piorunowała mistrza nietaktu wzrokiem. Rozumie jego emocje i nadpobudliwość, ale będąc w przeszłości, muszą myśleć, by jak najszybciej z niej wrócić. I do tego niestety potrzebowali Apolonii. Muszą być dla niej mili.
- Zawołamy was jak będziecie potrzebni... I zdolni.
Mikołaj nie odpowiedział. Wstał i wyszedł szukać czegoś, co być może pomogłoby Chrystianowi. Ru z Lamią podeszły do stołu sekcyjnego. I tak w sumie chyba z braku laku palnęła jakimś pytaniem, by przerwać ciszę między nimi.
- Próbowałaś kiedykolwiek przenieść się w czasie, by zobaczyć siebie, bądź porozmawiać ze sobą? Jest to w sumie możliwe?
- Nie widzę powodu, dla którego miałabym odpowiadać na jakiekolwiek pytanie niezwiązane z naszą nieprzyjemną sytuacją.
- To tylko zwykłe pytanie, z ciekawości. To nie tak, że wypytuję cię, by obmyślić plan, jak zabrać ci moce na zawsze. Prędzej bym je pożyczyła...
... gdyby mogła. Mogłaby, gdyby nie była taka oporna, a Rubinka zapomniałaby na parę minut jak bardzo zalazła jej za skórę. Jej moc nie działa na nią, ponieważ Lamia jest bólem w jej oku. Ta nienawiść blokuje ją przed wytworzeniem feromonów od przemiany. Może to i dobrze, bo podejrzewała, że zamieniłabym się w nią.
- Więc skoro nie jest to ci do niczego potrzebne, zacznij w końcu grzebać w tych truchłach, bo coraz bardziej jestem zmęczona waszą obecnością, a nie zamierzam tu spędzać wieczności.
Tak jest, jaśnie pani...
- Spędzimy tu tyle czasu, ile będzie trzeba. Nie będzie mnie nikt pośpieszał - powiedziała, szukając w międzyczasie fartucha względnie nieużywanego. Nie znalazła.
Rozglądała się za grubymi, gumowymi rękawicami. W żargonie zawodowym zwane są kaloszami na ręce, ponieważ nieważne jak wielką masz grabę, zawsze znajdzie się rozmiar, w którym ręka dosłownie tonie. Kiedy znalazła jedną parę, rękawy sięgały jej do ramienia i były cholernie niewygodne. To był rozmiar S.
- Tak się pechowo składa, że w obecnej sytuacji jesteście ode mnie całkowicie zależni, na dodatek na własne życzenie, wy sami nie wrócicie, ja kiedy tylko będę chciała, a w prezencie otrzymam życie bez waszej jakże uroczej trójki
- Ty też jesteś słodziutka. Wróciłabyś po nas zaraz po kolejnym zabójstwie. A teraz, jeśli łaska, cofnij się od stołu.
Bycie małym ma swoje zalety, ale w tym przypadku wad jest więcej. Nie mogąc, ze swojego mikrusowego wzrostu, dokładnie obejrzeć zwłok, podstawiła krzesło i wspięła się na stół. Stanęła w rozkroku nad trupem i przyjrzała się bliźnie na brzuchu.
- Ja was do niczego nie potrzebowałam, nie potrzebuję i zdecydowanie potrzebować nie będę, to wy wparowaliście do mnie do biura jak inkwizycja z krzykiem, pomówieniami. Ja tylko spełniłam waszą prośbę i zdecydowałam pomóc - dziewczyna odsunęła się.
Parsknęła.
- Nawet dobre żarty ci wychodzą. - chciała rzec, lecz brakło jej siły przebicia. Zauważyła bowiem coś, co wcześniej nie było widoczne.
Przykucnęła nad ciałem. Z brzucha ofiary, w wypalonym miejscu, odstawał kawałek plastiku. Wyglądał jakby dosłownie z niego wyrastał. Próbowała go chwycić, lecz wyślizgiwał jej się z rękawic. Chwyciła za pęsetę leżącą na stoliku i zastosowała ją do pociągnięcia za plastik. Ku jej zaskoczeniu, z brzucha ofiary wyciągnęła całą kartkę opakowaną w woreczku. Wycięcie było tak perfekcyjne, że od razu się sklepiło i stało niewidoczne. Od razu, zamiast zastanawiać się nad tym, zaczęła przestudiowywać obrazek. Zauważyła podobieństwo między rysunkiem a blizną na brzuchu zmarłego ochroniarza.
- Giermek kielichów - rzekłam to, co było napisane - To wygląda jak z tarota.
Zeszła ze stołu, by przejść do drugich zwłok. Zanim je zdążyła sprawdzić, do sali wbiegł Mikołaj (nie zauważyła, kiedy wyszedł) i zadyszany złapał Ruby i Lamię, i przyciągnął do siebie. Nagle Chrystian też wyrosnął obok, nie wiadomo jak.
- Musimy wracać. Zrobiłem coś głupiego i teraz mnie gonią. Zaraz tu będzie ochrona.
- Już raz ci mówiłam co się stanie gdy mnie dotkniesz, nie będę się powtarzać - syknęła zła - jak wrócimy do teraźniejszości, to dzięki światłym pomysłom niektórych tutaj, mogą na nas czekać. Ty musisz nas przenieść - zwróciła się do Christiana.
Mikołaj jak oparzony oddalił się od Apolonii, jakby dopiero teraz do niego doszło, że ją dotknął.
- Spróbuję... - wymamrotał Chrystian.
Dłonie, którymi ściskał krwawe chusteczki, wystawił przed siebie, by każdy mógł się go chwycić.
- Do domu - powiedział i zanim dokończył, staliśmy na jego tarasie.
Stali wśród sadzonek kociej trawy. Ru chciała ocenić czy Chrystian będzie w stanie zostać przeniesionym w czasie jeszcze raz.
- Może przyniosę z apteczki... - zaproponowała, lecz jej przerwano.
- Nie wchodź tam - Mikołaj - Tego dnia pisaliśmy nową piosenkę. Jak my z przeszłości cię zobaczymy, nie wiadomo co się może stać. Musimy stąd teraz spadać.
- O, wreszcie zacząłeś myśleć - sarkastyczny komentarz, po którym poczuła się jakbym wyręczyła Lamię - Więc wracajmy do naszych czasów.
- Najpierw przeniesiemy się do mnie, później wezmę was do teraźniejszości - Apolonie zlustrowała każdego z osobna - nie mam do waszej hołoty za grosz zaufania.
- Najpierw przeniesiesz nas do teraźniejszości, potem przeniosę cię sam... Mamy sprawę do ogadania w cztery oczy.
Chrystian był nieugięty i tego się obawiała. Oboje nie dadzą za wygraną, póki nie staniemy w kryzysowej sytuacji, w której, przebolawszy załamanie męskiej dumy, będzie zmuszony się ukłonić.
- Nie jesteś w pozycji do stawiania jakichkolwiek żądań - spojrzała na niego, a nas ignorowała jak koń z klepkami - albo zrobimy po mojemu i później ewentualnie porozmawiamy o czym tam chcesz, albo śmiesznie upierasz się przy swoim i tkwicie tu na dobre.
- Po twojemu nie będzie, albo rozwiązujemy umowę. Nie piszę się na taki wyzysk! - wrzasnął.
- Wiesz gdzie mnie znaleźć, czekam do wieczora - dyskretnie musnęła jego ramię.
Można by to odebrać jako flirciarski akt, gdyby nie jej okrutne spojrzenie. Powiedziała to beznamiętnie i bez wahania... resztę zostawiła. Wyparowała, jak w swoim stylu już im pokazała. W tym samym momencie otworzyły się za nimi drzwi balkonowe... Oczywiście, krzyk Chrystiana obudziłby umarłego ze snu. Obrócili się. Przed grupką stanęła kobieta. Talia osy, długie nogi, jasne blond (naturalne, prawie jak platynowe) włosy sięgające do pupy opiętej i podkreślonej dżinsami. I szare oczy jak puszek jagniątka. Innymi słowy, cudo, które uciekło z boskiego kotła. Metr siedemdziesiąt czystej kobiecości, która emanowała. Ruby poczuła miłe ciepło w podbrzuszu.
- No i fajnie, no i cześć - rozłożył ręce Mikołaj, spojrzał w niebo - To ta część w której spotykamy siebie w przeszłości i powodujemy wielki wybuch, ponieważ osoby z dwóch różnych czasów nie mogą się poznać?
- Oj, Mikuś, ty to naprawdę kocopoły wygadujesz - rzekła kobieta - Wejdźcie.
W tym momencie ich wszystkich zamurowało. Ta nieoczekiwana reakcja kobiety sprawiła, że wybuchły im mózgi.

***

- Czyli, o ile dobrze rozumiem - powiedziała Ruby z przeszłości - Pracowaliście z Lamią nad sprawą zamachu na Mikołaja. Ta wam pokazała dowody, że ją też ktoś prześladuje. Postanowiliście razem z nią poszukać poszlak. Znaleźliście to i pojawiliście się tu. A teraz Lamia was wystawiła do wiatru i musicie czekać do wieczora.
Siedzieli naprzeciwko siebie, ci z przeszłości na kanapie, a ci z teraźniejszości na krzesłach. Między nimi był stolik z drobnym poczęstunkiem.
- Zgadza się! - przytaknęła teraźniejsza Ru - Mielibyśmy więcej, gdyby nie pewien pan z talentem do wpadania w tarapaty.
- Hola hola! - zaprotestował nasz Mikołaj - Wszystko poszłoby gładko, gdyby Apolonie współpracowała od początku po dobremu. A tak to wszystko przeciągnęła, w dodatku skrzywdziła Chrystiana - wskazał wymownie na brata.
Chrystian siedział zamyślony, opierając głowę o zaciśnięte pięści. Drugi Chrystian dotknął jego kolana.
- Lamia to rasowa żmija - rzekł Miki po chwili.
- Nie rób mojego błędu i nie idź z nią tak łatwo na umowę - wymamrotała nasza Krysia - Do spotkania z nią musisz się przygotować o wiedzę.
- O wiedzy wspominając - Ru wtrąciłam się - Musicie wrócić i znaleźć drugą kartę. A jeśli się da, zacząć szukanie informacji od dzisiaj. Wtedy myślę, że będziemy w pewnym stopniu na plusie.
- Mmmm, macie na razie jakieś podejrzenia co mogą oznaczać te karty? Lub jak to może doprowadzić do zdemaskowania sprawcy? - spytała Lina.
Coraline Caro, pseudonim Lina, bo tak nazywała się nowa skryta sympatia Mikołaja (oba Mikołajki mogą zaprzeczać, ale to widać jak oni na nią patrzą). Poprawiła niebieski crop top. Siedziała jak orchidea na rogu kanapy i się przysłuchiwała. Od teraz była kolejną wtajemniczoną, oby ostatnią, bo im więcej osób będzie wiedzieć, tym gorsze będą rezultaty ich śledztwa. Oraz tym gorzej dla ich bezpieczeństwa.
- Nie jestem pewna. W tym może chodzić o wszystko. Na razie mamy za mało, żeby móc spekulować - wzruszyła ramionami.

***

- Myślicie, że go zjadła? - zagadnął Mikołaj.
- Spróbowałaby tylko - odparła Ru - a dostałaby z ogłuszacza.
Staliśmy na tarasie. Ja, dwa Mikołajki i Lina. Teraz wszystkie trzy pary oczu były skierowane na mnie.
- No co? Mówię to, co myślę, a myślę, że Chrystian nie dałby się tak daleko ciągnąć za ogon. Musi mieć swoje granice... Gdybym wiedziała o tej propozycji wcześniej...
Gadali już bitą godzinę, odkąd Chrystian zniknął na rozmowę z Lamią. Zaczęli od interesujących teorii na temat czasu i podróży w czasie. Lina dużo opowiadała i wyglądało, jakby wiele wiedziała na ten temat. Dowiedzieli się od niej, że gdyby dłużej zostali w przeszłości, to wkrótce by zniknęliby. Po prostu wyparowaliby. Tutaj skończyłoby się ich istnienie, ponieważ dwie wersje tej samej osoby nie mogą żyć razem w jednym czasie. Lamia z pewnością o tym wie, i bawi się tym atutem wiedzy jak chce.
Skończyli na spekulacjach Mikołajów nad tekstem do nowej piosenki. Po tym nastała cisza. Stali jakiś czas nic nie mówiąc, słychać było tylko jak Lina miesza drinka. Ich tematy się wypaliły. Potem wrócił wilk, o którym była mowa. U boku miał dziewczynę, która bawiła się ich kosztem. Chłopak bez owijania przygarnął nas do siebie.
- Do zobaczenia w przyszłości - uśmiechnęła się blondyna.
Po momencie byli już w domu Chrystiana. Tym domu z naszego czasu, a nie z przeszłości. A tam od razu dostał ataku. Nie zdążył dobiec do toalety. Zapaskudził całkiem fajny dywan. Brat podszedł do niego. Dyskretnie, jak na nich przystało w towarzystwie, nie skarżyli się na głos, a zaczęli telepatyczną rozmowę.
- Czemu to zrobiłeś? Nie mogłeś dać sobie chwili i zrobić to w jej biurze? Najlepiej na jej biurko bądź ubranie?
- Nie... Im szybciej - kha-ah! - mam ją z głowy... Tym lepiej.
W miarę jak doprowadził się do stanu względnie normalnego, acz bardzo niezdrowego, wstał i wymył twarz. Apolonie już na niego czekała.
- Gdzie się wybierasz? Nie za wcześnie?
- Muszę ostatnią rzecz zrobić.
I zniknęli.
- Jasne... Leć, my tu sobie poradzimy. Tylko troszkę pomartwimy się, że leżysz gdzieś w rynsztoku - to akurat rzekł na głos.

***

Wymacała kieszenie kurtki, lecz nic, oprócz starych rachunków, w nich nie znalazła. Wyrzuciła stare papierki i przysiadła się na kanapie.
- Wygląda na to, że to wszystko.
Na stoliku naprzeciwko leżała znaleziona karta tarota plus karta, która później została znaleziona przez wersje z przeszłości. Do tego wokół leżały różne rzeczy, które znaleźli, a które nie kojarzą jakoby wcześniej byłyby w ich posiadaniu. Ruby ich sobie również nie przypominała, zwłaszcza religijnych wisiorków z podobiznami bóstw i świętych. Nikt z nich nie jest aż tak religijny, więc dorzucili je do możliwych poszlak. Do najnowszych materiałów dodali list, który Mikołaj przed chwilą wygrzebał ze skrzynki. Był zapieczętowany i, o ile można w to uwierzyć, Chrystian zeznał, że wosk był jeszcze ciepły jak go znalazł. Nikogo nie było w pobliżu.
Planowali go otworzyć w całym gronie, lecz Mikołaj nie odbierał. Chrystian chciał się po niego teleportować, lecz nie było od niego słuchu gdzie obecnie się znajdował. Odkąd wrócili, minęło parę godzin. Dziewczyny siedziały jak na szpilkach, a Chris chodził w tę i we w tę jak podminowany, ciągle wybierając numer brata. Wreszcie stanął, ponieważ telefon złapał sygnał. Po piątym odebrano.
- Na reszcie! Gdzie się podziewasz? - nastała bardzo długa cisza, po której Krysia niespodziewanie zapytał - Ale że co się pali? Czekaj, zaraz będę po ciebie.
I tak jak to miał w stylu, zniknął bez słowa wyjaśnienia.

***

Gdy Mikołaj się wreszcie uspokoił, wytłumaczył, co się stało. Pod ich nieobecność ktoś podpalił jego dom, na szczęście tylko ten, w którym sypiał. Nikt nie ucierpiał, ale cały tamtejszy dobytek zamienił się w popiół. Na szczęście był niewiele wart, a to, co było bardzo ważne dla Mikołaja, strażacy zdążyli uratować. Jego kotkom włos z głowy nie spadł.
Jednak nie mogli tego pozostawić bez odzewu. Tu już zaczynały się poważne pogróżki (nie żeby przedtem nie było groźnie). Nie zważając na późną godzinę, zaczeli skreślać z naszej listy podejrzanych. Zaczęli od dziewczyny panującej nad czasem, która potrafi również zrzucać skórkę, dzięki swej gadziej naturze. Dzięki Chrystianowi znaleźliśmy się u niej, lecz tylko w salonie. Zaczęli jej szukać po pomieszczeniach. Musieli być bardzo ostrożni, by nie zbudzić podejrzeń ochrony i samej zainteresowanej. Sprawdzali wszystkie pomieszczenia po kolei i tłamsili Mikołaja, by nie robił jakichś głośnych przedmów (nie wiecie, jaki to trud przymknąć niespełnionego poetę). Puścił swoje dwa koty, by biegały po jej mieszkaniu, a trzeciego kulawego trzymał w ramionach. Och, tak, zapomniałam wspomnieć. Wziął swoje sierściuchy, nie wiem po co, ze sobą. Zostały odratowane z płonącego mieszkania.
Patrzyli w każdym pomieszczeniu, aż usłyszeli głośne westchnienie. Lina stała jak zamurowana w progu pokoju. Natychmiast podeszli, oczekując, iż zobaczyła iście krwawą scenę rodem z malowideł Caravaggia. Spodziewali się najgorszego, a tak naprawdę Lamia była w trakcie tworzenia całkiem nienajgorszego obrazu. Pejzaż burzliwych chmur rzeczywiście mógł zabierać dech w piersiach.
Nim ta zdążyła się obrócić, Chrystian stał już za nią.
- Dobry wieczór Lamio - rzekł donośnie Mikołaj - Zapewne zastanawiasz się, dlaczego odwiedzamy cię znów, tego samego dnia....
Czarnowłosa z białowłosą stały na uboczu. Jej dłoń przesuwała się powoli wzdłuż nadgarstka Ruby. Kiedy złapała ją za dłoń, przeszły ją prądy. Czuła lekkie podenerwowanie z jej strony, lecz jej podniecenie dominowało. Całe zdarzenie miało w sobie potencjał do nakręcenia. Młoda, lekko dziarnięta artystka, która zadarła z nieodpowiednimi osobnikami. A może to oni za niedługo będą w tarapatach...?
- Podejrzewam, że znowu zaczniecie żałośnie rzucać bezsensownymi oskarżeniami, więc możemy ominąć wstęp do momentu, w którym każę wam spierdalać - warknęła zła.
Och.
Pochylił się i spojrzał jej w oczy. Podszedł na tyle blisko, ile pozwalał mu mur z brata.
- Ty sobie możesz pobiegać, najlepiej na stos, wiedźmo z piekła! Nie pozbyłaś się nas w przeszłości, to podłożyłaś ogień i chciałaś nas po kolei sfajczyć. Nie taki był twój plan, zatruta piromanko?
Apolonie znowu przeniosła się w czasie i stanąwszy dwa kroki obok, rzekła podirytowana:
- Zamknijcie to coś w końcu, bo jeszcze moment i rzeczywiście zrobię mu krzywdę.
Och, och.
Coraline uniosła wolną dłoń i skierowała ją na Apolonię. Jednak od razu ją opuściła, gdyż Chris zaczął krzyczeć, by się opanowali. Z rękoma uniesionymi ku górze stanął tak, że zasłaniał sobą dziewczynę.
- Przestańcie, wszyscy wyluzujcie! Lamia, jakakolwiek by nie była, jest niewinna.
- Skąd to wiesz? - niedowierzał Mikołaj.
- Bo to widziałem. W sensie, że w jej umyśle. Nie podpaliła twojego domu. Nie zamordowała też twoich ochroniarzy. Ona nic nie zrobiła.
Lamia - jest-niewinna: zdanie, które jest świetnym przykładem oksymoronu, ponieważ nie ma Lamii bez winy i winy bez Lamii. Aż się wierzyć nie chciało, ich uszy nie przyjmowały do wiadomości, tego, co usłyszały. Jebany oksymoron, który najprawdopodobniej był prawdą. Jedno zdanie, a jak wprawia demona w osłupienie. Oby tylko nie oczekiwała przeprosin za kolejne niechciane, nieproszone wtargnięcie na jej teren. Niech nie oczekuje przeprosin z tego powodu, iż ona nadal ich nie przeprosiła. Mogą się znosić, ale nie ugną się przed nią pierwsi z nieprawym "przepraszam" wymuszonym na wargach.

<Apolonie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...