- Paedyn! - wyślizgnął się zza rogu - zgubiłaś swoje klucze - pomerdał nimi w powietrzu.
Podbiegł do niej. Bez zapytania ujął jej dłoń i położył je nań, zaciskając potem jej palce na zimnych metalowych kawałkach.
- Spraw sobie woreczek bez dna, są w szkolnym sklepiku. - powiedział bezbronnie.
Jej zimne, mokre place sprawiły, że zauważył dopiero, że ona wciąż nie doszła do siebie. Jej mokre ubrania lepiły się ściśle do jej ciała. Woda kapała z niej strumieniami.
- Poczekaj, zaradzę temu.
Wyciągnął swoje dłonie wyżej, lekko ponad jej ramiona. Zaczął coś nucić pod nosem, a z jego opuszków zaczęło wydobywać się ciepło. Wchłaniał w siebie wodę, a oddawał suche ubrania.
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
- Długów? - parsknął śmiechem - A co to? Nie znam takiego pojęcia. - wciąż susząc ją, zdmuchnął kosmyk z twarzy.
Wtem jego brat wybiegł zza korytarza i chwycił Braen'a, by biegł razem z nim.
- Przepraszam, że przerywam, ale nadchodzi trzęsienie ziemi.
- Ha! - skinął ze zrozumieniem - Trzymaj się, Paedyn.
Oboje zniknęli w mgnieniu oka za rogiem. Chwilę potem ich śladem szła ośmioręka portierka, mamrocząc coś pod nosem i wywąchując powietrze, niczym pies. Gdyby była nieco mniej otyła, może zdążyłaby chociaż wpaść na ich trop.
*** Robię skok czasowy na następny dzień, bo nic ciekawego nie przyszło mi na myśl ***
Piekielne dźwięki rozeszły się po całej szkole. Przeszyły skórę większości uczniów i niektórych nauczycieli. Wszyscy zaczęli się nerwowo gromadzić w skupiska na jeszcze nie przebudzonych korytarzach. Ich fakt zabrzmienia oznaczał jedno.
Zaczęła się pierwsza lekcja.
Pan Crawl z piskiem zapisywał swoje dane na tablicy, podczas gdy ostatni uczniowie robili negocjacje o najlepsze miejsca. Gdy się odwrócił, ci w popłochu usiadli gdzie popadło.
- Jam jest pan Crawl i tak macie się do mnie zwracać - nie robił sobie niczego z wciąż donośnego harmidru, jego głos był ponad to - Wczoraj co niektórzy z was mieli ze mną lekcje wychowania fizycznego...
Nagle huknęło coś jakby piorun walnął. Książki na półkach się poprzewracały. Stare szafy odezwały się starczym stęknięciem. Nauczyciel z poirytowaniem spojrzał w stronę drzwi. Tam stał Braen i poprawiał je w zawiasach, bo nie wytrzymały jego wejścia z impetem.
- Siadaj - rozkazał i nawet wskazał mu gdzie.
Miejsce tuż przed biurkiem i tablicą, okraszone złą sławą niczym trójkąt bermudzki. Czerwonowłosy upewnił się szybko, że drzwi nie opadną i usiadł tam.
- Jak już mówiłem, uczę wf'u, ale także ochrony przed czarną, bądź jakąkolwiek magią potężniejszą od większości tutaj zgromadzonych. - zaczął chodzić wokół klasy - Oba te przedmioty obrałem z własnego wyboru, gdyż uznałem, że oba są święcie potrzebne. Nie można się zwać dobrym magiem, jeśli dasz się powalić byle komu w siłowaniu na rękę i vice versa.
Crawl położył rękę na biurku Braen'a. "Czemu on się mnie ciągle czepia?!", pomyślał. Czerwonowłosy odwrócił zwrok. Nie po to, by nie zostać wypytanym o coś, bo to i tak się stanie, to było nieuniknione. O nie. Nie chciał, by go przez przypadek wyczuł. Wczoraj trochę z chłopakami popili. Mieli robić listę zakupów na weekendowy wypad do miasta, a skończyło się na olewaniu nowego roku szkolnego w czwartkowy wieczór. Kto to pomyślał, żeby pić w środku tygodnia. Stąd jego lekkie spóźnienie i niemrawy wygląd.
- Ile ważysz?
To pytanie go nieco zdziwiło, aż się rozejrzał dookoła, bo może się przesłyszał, może to nie do niego. Reszta uczniów jak ognia unikała jego wzroku, z obawy że klątwa wypytywanki przejdzie na nich. Z wyjątkiem jednej pary oczu, lśniących spod srebrzystych włosów. Oraz oczu Crawla, przeszywających go jak igły.
- Powtórzę. Ile ważysz po przemianie, Wade? - surowy głos natychmiast przywrócił go do wyprostowanej pozycji.
- Ummm... Ze 180 kilo będzie... proseforze - mruknął w ramię.
- 180 kilo - z satysfakcją przez otrzymaną odpowiedź, odpechnął się od ławki i, niczym statek wypływający z portu, ruszył dalej w głąb klasy, by głosić dalej swój temat - Ja ważę 70 kilo. Potrafię podnieść prawie trzykrotność swojej wagi bez najmniejszego wysiłku. Nie oczekuję od was tego samego, ale chcę do was przemówić, byście oba moje przedmioty traktowali poważnie, bo ja na poważnie będę tu was traktował, byście zaszli jak najdalej wam to dane.
Zamiast tych tyrad, mógłby powiedzieć jak kara nieuzasadnione nieobecności albo nieprzygotowanie. To by lepiej podziałało, niż ta cała przemowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz