piątek, 13 lutego 2026

OD Braen'a

 - Jak widzisz, bycie dobrym nie popłaca, braciszku. - rzekł Parys.
On i Marlon zjawili się w szklarni gimnastycznej może z 15 minut po zakończonych lekcjach. Skierowali się tam, gdy nigdzie indziej nie mogli znaleźć Braen'a. W pierwszy dzień szkoły warto być w znanej grupie.
Rekin pomagał z wycieraniem mokrych kafelek, podczas gdy złoty i czerwony syren pływali na deskach surfingowych i zaganiali małe rybki do roboty, by te za nich czyściły basen. Czas powoli sunął jak oni po wodzie, wiosłując wiosłem po wodzie.
- Powiedz mi, była chociaż ładna? - zagadnął Marlon - Taka wiesz, że warto było ryzykować?
Braen odrzucił worek śmieci i glonów na brzeg.
- A to ma jakieś znaczenie? Jakby była brzydka, to miałbym dać jej utonąć? - odparł.
- Czyli była ładna! - triumfatorsko uniósł głos.
- Zamknij się, cieciu, bo nam ryby płoszysz - uciszył go Parys, tym samym ratując Braen'a od dalszych kłopotliwych pytań.
Instynktownie czerwonowłosy spojrzał na szkółkę rybek kręcących się przy desce. Kręciły się w ósemki, zamiast koliście. Robiły to nadzwyczajnie, ponieważ tak uniosiły przedmioty. Tym razem mnóstwo się ich zebrało po jedną rzecz, oraz piszczały. Braen uklęknął, by je lepiej zrozumieć, co próbują przekazać.
- Słucham... Oh... Jesteście pewne? - sięgnął po przedmiot, którym były klucze - Paedyn Ashcroft - przeczytał na głos imię i nazwisko na zawieszce - Dziękuję, dobrze się spisałyście.
Z ciężkim brzęknięciem wrzucił je sobie do kieszeni spodni.
- Zgubiła klucze - oznajmił braciom - Muszę isć je jej oddać.
- Świetnie - Marlon błyskawicznie odrzucił miotłę z mopem na bok - Ruszajmy do damskiej części, pełnej skarbów i sekretów!
- Kto powiedział, że chcę, żebyście ze mną szli?! - warknął - Nie potrzebuję was do tego, ktoś musi tu posprzątać.
- Rybki posprzątają - wtrącił się Parys - Do damskiej części potrzebujesz obstawy. Ktoś musi odwrócić uwagę tej ośmiornicy z portierni, bo jej nie możemy oddać tych kluczy. Jeszcze złoży jakąś skargę, że gubi je w pierwszy dzień, i dziewczyna będzie miała kolejny problem. Po drugie, ktoś musi stać na czatach i patrzeć, czy nie idzie jakaś laska i nie zacznie panikować.
Braen nie wiedział jak się sprzeciwić. Tutaj Parys miał rację, głównie co do wiecznie zawistnej portierki. Zebrali się więc i szybkim krokiem opuścili szklarnię.
Pierwszy do damskiego "akademika" wszedł Parys i od razu skierował się do czegoś, co z daleka wyglądało jak grube obicie krzesła, a z bliska okazało się mieć jakieś ludzkie rysy.
- Gdzie wchodzi, nie widzi, że to damski budynek?! - usłyszał zamiast "dzień dobry".
- Tak, wiem, orientuję się. Ja się chciałem tylko zapytać, bo... od grupy dziewczyn słyszałem, że w piątek jest wyjazd do miasta, by uczniowie się zaopatrzyli w materiały na ten rok szkolny... Tyle, że takowej informacji nie znalazłem w naszym skrzydle...
- Wszystkie dziewczyny mają wyjazd w ten weekend - wtrąciła się w pół słowa.
- To wiem, chciałem się dowiedzieć, czy tylko dziewczyny, czy mężczyźni też.
- Tego nie wiem, idzie i się poinformuje w swoim skrzydle na tablicy ogłoszeń.
- Jak już mówiłem, byłem i nic się nie dowiedziałem. Nikogo nie było w portierni, a na tablicy nic nie ma. Dlatego pytam tu... - Parys już uaktywnił swój protokół pretensyjnego i dyskusyjnego gagatka.
W międzyczasie Braen i Marlon prześlignęli się na klęczkach pod okienkiem i szybko wbiegli w korytarz główny. W pośpiechu szukali numerku wygrawerowanego na kluczach. Na ich szczęście większość lokatorek siedziała już w swoich pokojach, ale zawsze któraś mogła wyjść i wszcząć alarm. Chłopacy by tak świńsko nie zrobiliby, gdyby któraś przeszła do ich akademika. Spowolnili kroku, gdy zbliżali się do odpowiedniej liczby.
- To chyba tu. I co teraz? Będziemy tu tak stać i czekać?
- Mnie się pytasz - Marlon patrzył na korytarze - W sumie tego nie przemyśleliśmy. Nie wiemy o której tu wróci, o ile w ogóle wróci.
- To może zostawmy je gdzieś na wierzchu.
- Jeszcze lepszy pomysł, rudzielcu - sarkastycznie pokazał mu, by się puknął i skontrolował jeszcze raz korytarze - Jeszcze może karteczkę przyklej "Proszę, okradnijcie mnie".
- No to pozostało czekać...
- Ciii, ktoś idzie!
Obaj czmychnęli jak oparzeni za róg. Nie za bardzo było się gdzie schować w tym budynku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...