poniedziałek, 9 lutego 2026

Od Braen'a - do rp na disc

- Było lato, nie ma lata. - westchnął Anioł Wade z udawanym smutkiem, zaciskając papierosa w ustach - Maszerować młodzieży do szkoły!

- Jak widać humor ci dopisuje, tatku - mruknął Parys, po wyjściu z auta.

- Oj i to jak, w końcu chata wolna - zaśmiał się przez zęby.

Braen stał przy bagażniku i wypakowywał walizki. Jego brat, Parys, nie palił się do roli tragarza. Złotowłosy blondyn z niesmakiem spoglądał na lico budynku, który żegnał zaledwie dwa miesiące temu. Drugi brat, Marlon, był zajęty spoglądaniem na co innego, i to nie z niesmakiem. Wręcz przeciwnie.

- Ciekawe jakie rybieńki w tym roku przyszły z wymiany - cmoknął.

Anioł zatrzasnął klapę bagażnika.

- Ja ci dam amory, jak w listach będą przychodzić same szóstki, a nie poprawki jak w tamtym roku szkolnym! - powiedział trochę zbyt głośno - No, wypakowani, to maszerować już do środka.

- My też będziemy tęsknić - zaśmiał się Braen.

Anioł ugiął swe męskie ego i uronił im ojcowskiej miłości w postaci krzepkiego poklepania po plecach. Po tym wskoczył za kierownicę i odjechał z piskiem, jakby sam się bał, że magia tego miejsca zaraz i niego posadzi w szkolnej ławce. Po czarnym mustangu został tylko kurz.

Nieśpiesznym krokiem przekroczyli próg mocarnego budynku szkoły. Weszli na dziedziniec i stanęli przy marmurowych ławeczkach.

- Jakie są wasze pierwsze lekcje? - zapytał Parys - Moja fizyka i eliksiry.

- Matematyka - westchnął Marlon - Kto to, kurwa, wymyślił, by w pierwszy dzień już robić jakieś lekcje?! - oburzył się - A ty, Braen, co masz?

- Wf... 

- O kurwa, ja pierdolę.... - zrobił dźwięk jakby miał wymiotować, a jego mimika tylko to utwierdzała - A już myślałem, że to ja mam źle... Pamiętam jak już w maju zaczęli oszczędzać na utrzymaniu basenów. Do czerwca byłem już cały w wysypce i śmierdziałem oborą.

- Byliśmy - poprawił go Parys i wszyscy jak jeden mąż podrapali się na samo wspomnienie - Ciekawe co się działo, albo raczej nie działo przez lato z tutejszą wodą... Wziąłeś maść z mchu?

- Wziąłem, mamo - zażartował.

Parys tylko go trzepnął książką przez łeb. I tak bez słowa każdy z nich ruszył do swego lokum. Skrzydło mężczyzn znajdowało się po prawej stronie, jednak starsi zajmowali pokoje wyżej położone. Ten Braen'a znajdował się pośrodku, na pierwszym piętrze. Czerwonowłosy położył swoje walizki, rozpakował co najważniejsze rzeczy, i ruszył w stronę sali gimnastycznej.

No, to może za grube słowo, to była bardziej szklarnia z dziką roślinnością, a w niej wybudowany basen, wyryty tor do biegania, piaskownica do skoków... To wszystko w jednej altance, która z zewnątrz miała pomiary 15x15 metrów. Braen z lekkim uśmiechem obserwował jak pierwszoroczniaki z fascynacją oglądają owo pomieszczenie z każdej strony. Też był na ich miejscu, a potem nauczył się magii worka bez dna.

Każdy rok szkolny miał ten sam schemat. Zawsze zaczynali od lekcji pływania i obrony przed wodnymi drapieżnikami. I tak przez kilka tygodni aż do pierwszych spadków temperatur. Wyjątkowo wf był pierwszą lekcją Braen'a po wakacjach, gdyż jego wychowawcą na ten nowy rok szkolny był pan Crawl. Każdy zaczął od lekcji, którą prowadzi jego lub jej wychowawca. Pan Crawl uczy też obrony przed czarną magią, ale jak widać chciał pierwszy zacząć swoją łagdniejszą dyscypliną.

Braen zostawił swoje ubrania w szatni i wskoczył do wody. Był pierwszy w basenie, reszta uczniów stała nieopodal wejścia i czekała jak owce na pozwolenie, albo przypatrywała się, jak już wcześniej wspomniane, zjawisku torby bez dna. On nie czekał na innych, na samą myśl o wodzie i jej rześkim dotyku rozpierało go od środka. W wodzie czuł swoje ciało całkowicie, wyprężał je, jak ludzie po dobrej drzemce, i to sprawiało mu podobną przyjemność. Czuł każdą swoją kość, każdy skrawek płetwy, każdą łuskę. 

Dookoła pływały małe rybki i niektóre magiczne stworzonka. Nie były groźne, więc dyrekcja nie zajęła się ich eksterminacją. Wraz z roślinnością na dnie akwenu, dawały efekt symulacji prawdziwego jeziorka. Od czasu do czasu do basenu wpuszczano drapieżniki, ale tylko pod nadzorem.

Kiedy Braen tak pływał i oglądał, czy coś się zmieniło, nie zauważył jak czas zaczął pędzić. Nauczyciel już nadchodził.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...