środa, 15 kwietnia 2026

Od Braen'a

 - A mimo to z jakiegoś powodu wrzuciłaś swoje imię do czary. Co ty chciałaś przez to osiągnąć? Bo na pewno nie robiłabyś tego dla miejsca na podeście.
- Co ty, książkę piszesz? - zaśmiała się - Mam... swoje powody, o których nie mogę ci powiedzieć. I nie patrz tak na mnie, bo ty mi też wielu rzeczy nie mówisz.
- Na przykład? - zniżył głos, by nauczycielka go nie słyszała.
- Opowiedz mi o Spencerze. Byliście przyjaciółmi, a teraz nagle nie, prawda? Ja chcę wiedzieć jaki on jest, czego się mogę po nim spodziewać.
- Oh, Pae - westchnął ciężko - To... nie temat na teraz. Może temat na nigdy. Jedyne, co ci mogę powiedzieć, to to, że Spenc był kiedyś zupełnie inny. Teraz i ja nie poznaję go.
Od trudnego tematu uratował ich dzwonek. Teraz był czas na lekcje z panią Vervain. Cała jej klasa była zawalona roślinami przypominające bazylię, ale liście miały bardziej przeźroczyste i o strukturze szkła.
- Dzisiaj bierzemy szczypce w dłoń i zajmiemy się robieniem szczepek Niezgódek. - zaczęła nauczycielka - Za niedługo odbędzie się bal, a więc wzrosła potrzeba na Niezgódki, by wybrać króla i królową. Lepiej patrzcie uważnie jak tniecie, by nie zgnieść łodyg.
Niezgódka, czyli roślinka używana niegdyś w głosowaniach typu "Tak / nie", bądź limitowanych opcji wyboru. Stosowano ją na przykład w wyborach rządowych i innych ważnych stanowiskach, do czasu aż ktoś zdołał obejść jej magię. Jej działanie polegało na urwaniu listka, pomyśleniu imienia i nazwiska wybranego kandydata bądź odpowiedzi tak / nie i wrzuceniu do urny. Po czasie listek robił się jaskrawo-zielony, jeśli wyborem było "tak", a czerwony jeśli było "nie". Jeśli do wyboru były inne opcje, na listku pojawiał się napis, czy też imię z nazwiskiem.
Na każdym stoliku stały po 2 doniczki, sekator, woda, oraz małe pojemniki z ziemią na szczepki. Do tego była rozpiska z obrazkami jak zrobić to niesamowicie ciężkie zadanie, oraz krótki opis samej rośliny. Braen szybko uwinął się ze swoją częścią roboty, kosztem czystości. Jego szczepki wyglądały jakby już były jednym korzeniem w zaświatach. Tym czasem Paedyn starannie i z uczuciem sadziła każdą gałązkę do ziemi.
- Ty nie masz ręki do zieleni.
- Mów za siebie - spojrzał na nią spode łba - Nie mam czasu na to. Chcesz się pieścić z nimi? Proszę bardzo. Ja muszę przepisywać zaległości. Przez ten cholerny turniej tyle tracimy.
Usiadł po jej lewej, tuż przy ścianie, i na kolanie zaczął rozszyfrowywać pismo Marlona.
- Z kim ja się zadaję. Nie dość, że sadysta roślin, to jeszcze kujon do potęgi.
- Uważaj na słowa, młoda damo - uszczypnął ją w kostkę, a kiedy ta chciała mu oddać, szybko dodał - Ej, ej! Rannego i leżącego chcesz bić?
- Zasadzę ci zaraz tego badyla w...
I tak sobie dokuczali. Czasami takie luźne pogawędki są wręcz idealne do złagodzenia sytuacji po nieprzyjemnych przeżyciach. Mimo, iż byli w nieprzerwanej burzy, mogli tak sobie urwać z nieba kawałek chmur i dostać chociażby krótkie chwile pocieszającego słońca. Nie wolno wiecznie się smucić, czasami trzeba znaleźć w sobie to dziecko i śmiać się z błahych rzeczy. Takie właśnie proste chwile definiują w życiu szczęście.
W tym samym czasie Spencer kończył ciąć swoje szczepki. Każdą co do centymetra ciął skalpelem z precyzją chirurga. Zasadzając je w ziemi, rzucał niby skromne, acz wystarczająco jasne spojrzenia w kierunku Blair. Wiedział, że dotarła do niej aluzja. I że pali ją w środku od hałasów Paedyn i Braen'a, których nauczycielka nawet nie starała się uciszać. Wziął swoje doniczki i niby z obowiązku sam odniósł je na środek sali, a tak naprawdę zrobił to pod pretekstem, by zbliżyć się do zielonowłosej. Chciał dokładnie widzieć jakiego koloru nabierze listek, którego miętosiła w dłoni, jakby chciała się na nim wyżyć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...