czwartek, 3 kwietnia 2025

Kingdom of Blood - opowiadania Biały do ktosia (zarezerwowane)

Od Białego do kogoś (opowiadanie zarezwowane)

Była czarna jak kruk noc. Wszyscy pokornie udali się w święty spoczynek. Nawet huligańskie rozrabiające szczeniaki wreszcie ucichły. Tylko Biały bez spokoju przewracał się z boku na bok w swojej norze. Nie mógł spokojnie spać, bo dręczyły go koszmary przeszłości. Konkretnie jeden z największych koszmarów jego nowego życia...

Było ciepłe lato, choć czasem padało... Dużo eliksirów się robiło i mało się spało. Tak zaczął się wakacyjny koszmar. On był jeszcze młody, i ona była młoda.

Razem chodzili do jednej szkółki dla wilczków. Byli swoimi odwiecznymi wrogami. Na bijatykach im mijały tygodnie.

Choć Biały mentalnie miał więcej lat, okazało się, że mag odmłodził go do szczenięcych lat. O kilka lat więcej, niż poprosił. Teraz stał się małym siusiumajtkiem. Pod tym głównie pretekstem został wygnany z królewskiego dworu. Z przymusem wysyłano go za dnia do Szkoły Medyków i Magów, który istniał nieopodal Smoczego Zacisza. Teraz spędzał dnie na uczeniu się tego, co już wiedział, i użeraniu się z młokosami, próbującymi go gnębić. A najgorszym była wilczyca z Zakonu Córek Blasku!

Był to zakon sąsiedni, zarezerwowany tylko dla samic, ale młode wilczki do pewnego wieku mogły się odwiedzać. Ba, opiekunowie nawet organizowali im wspólne lekcje. Biały wspomina je z niemiłym uczuciem w brzuchu. Zawsze, ale to zawsze przypisywali mu do pary wilczycę zwaną Lethe. I zawsze to kończyło się źle. Raz przegryzła mu ucho, po czym do dziś ma dziurkę. On się odwdzięczył, szarpiąc ją za ogon. Z byle powodu, jak to dzieci. Jak to mówią, kto się czubi ten się lubi. Oni się bardzo lubili. Tak bardzo, że codziennie razem siedzieli w kozie przez swoje wybryki. Codziennie podgryzali się nawzajem. Ich niby szczenięce walki często przekraczały bezpieczną barierę, co kończyło się dość krwawo.

Szala się przelała, gdy podczas jednej z owych bitew Biały, omyłkowo, zerwał jej naszyjnik deklarujący jej przynależność do Zakonu. To było bardzo niefartowne. To jest ich świętość. Więcej nie muszę mówić, że potem działa się drama taka, że młodsi, jak i zarówno starsi wymykali się, by zobaczyć, kto ją spowodował. Padło wiele dorosłych słów i gestów. Do dziś, jak o tym myśli, czuje nieprzyjemne mrowienie na klatce piersiowej, na miejscu starej blizny po małych pazurach.

Sny o tym zdarzeniu nie dają mu spać od kilku dni z rzędu. Niedobrze jest, gdy nieprzyjemne wspomienia powracają i gwałtem próbują się wprosić do codzenności. To znak, że coś się szykuje. Problem w tym, że Biały nie miał pojęcia co dokładniej. Poza tym nie dostawał żadnych wskazówek co robić, jak postępować, gdzie iść... "Gdzie iść, gdy w głowie wiele pytań, a zbyt mało odpowiedzi?", pomyślał pewnego ranka.

Wtem naszła go idea. Był co do niej pochopnie nastawiony, lecz pragnął w końcu odzyskać zdrowy sen. Choć nie było to w jego zwyczaju, postanowił odwiedzić miejsce kultu. Ponoć gdy szukasz życiowych rad, możesz je znaleźć tam właśnie. Udał się do jedynej świątyni, której jeszcze nie zdołał znienawidzić, choć również ma wiele wspólnego z jego przeszłością. Świątynia kapłanek wciąż znajdowała się tam, gdzie pamiętał, oraz wciąż wyglądała tak samo, jak ostatniego dnia, którego na nią spojrzał.

Jakie było jego zaskoczenie, gdy odpowiedź znalazł tuż po przekroczeniu progu świątyni.

- A niech mnie kule biją... - mruknął do siebie z niedowierzania. 

Chciał się wycofać, lecz było za późno. Kapłanki zauważyły już jego obecność.


<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Braen'a

 - Nie zrobiłem tego, by się komuś przypodobać - mruknął - Chciałem im pomóc z własnej woli. - Och, jaki szlachetny duet mi się tu trafił - ...